28 kwietnia 2013

Wyspa Chios, święty Izydor i mastyks ... czyli o energetyzującym płynie do kąpieli BioPlasis

Od czasu do czasu lubię poleżeć w wannie z ciepła wodą i pięknie pachnącą pianą. Nie wyobrażam sobie jednak użycia płynu do kąpieli z wysuszającym SLS. Długo szukałam odpowiedniego płynu. Trafiłam na Energetyzujący płyn do kąpieli greckiej marki BioPlasis.

Formuła tego płynu oparta jest o mastyk, oliwę z oliwek i ziołowe wyciągi.
Czymże jest tajemniczo brzmiący mastyks?
Mastyks to  miękka żywica naturalna pozyskiwana z drzewa Pistacia lentiscus rosnącego na greckiej wyspie Chios. Ten unikalny produkt grecki ma właściwości przeciwbakteryjne, działa jako przeciwutleniacz. Zastosowany w paście do zębów posiada właściwości wybielające.

Z mastyksem wiąże się piękna legenda z postacią świętego Izydora z Chios.
Izydor pochodził z Aleksandrii i był wyborowym żołnierzem w pułku komendanta Numeriana. Podczas pobytu wojska na wyspie Chios centurion Juliusz oskarżył Izydora, że nie składa ofiar rzymskim bogom. Wówczas Izydor wyznał swoją wiarę w Chrystusa. Widząc jego niezmienną postawę Numerian kazał go ściąć mieczem.  Według legendy prowadzony na śmierć Izydor płakał z bólu, a tam, gdzie upadły jego łzy, pojawiał się mastyks. Tyle legenda.
Olejek mastyksowy jest unikalnym składnikiem kosmetyków.  Działa przeciwstarzeniowo i przeciwbakteryjnie. Oliwa z oliwek zawarta w tym płynie nawilża. Jest silnym przeciwutleniaczem. Płyn bogaty jest także w aloes oraz wyciągi z rumianku i melisy. Aloes optymalnie nawilża i stymuluje aktywność komórek produkujących kolagen i elastynę. Rumianek działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie i łagodząco. Melisa działa odprężająco, poprawia nastrój oraz uwalnia od napięcie nerwowego.

Płyn ten pięknie pachnie za sprawą olejku z bergamotki. Kąpiel z tym płynem jest bardzo przyjemna.  I najważniejsze, płyn ten można także stosować jako żel pod prysznic. Wieczorna kąpiel usuwa zmęczenie, a poranny prysznic za sprawą subtelnych aromatów ożywia i wprawia w dobry nastój na cały dzień.
Kosmetyki BioPlasis kupicie tutaj.

21 kwietnia 2013

W trosce o piękne włosy ... czyli o olejku Luxuriante

Olejowanie włosów jest bardzo popularną metodą dbania o ich piękno. Wcierać we włosy można najróżniejsze oleje. Ja sama lubię je zmieniać co jakiś czas. Moje włosy korzystały już z dobrodziejstw oleju kokosowego i oleju arganowego. Dla odmiany sięgnęłam po oliwę z oliwek i olej z czarnuszki. Oba drogocenne oleje znalazłam w Olejku do włosów Luxuriante Alepii.


Olejek do włosów to mieszanka oliwy z oliwek, oleju z czarnuszki oraz olejku lawendowego. Umieszczono go w szklanej butelce z mrożonego szkła. Bardzo cenię sobie kosmetyki w szklanych słoiczkach i butelkach. Tylko dla tych najlepszych wybiera się szklane opakowania.
A teraz trochę o składnikach olejku. Nie ma ich dużo. Tylko trzy.
Oliwę z oliwek doskonale znamy z kuchni. Wytwarzana jest w miąższu oliwki. Oliwa ma zabarwienie od złocistożółtego do żółtozielonego. Ma łagodny, owocowy smak i bogaty aromat. Zawiera kawasy omega-9, omega-6, omega-3, kwas stearynowy i palmitynowy, nasycone kwasy tłuszczowe, związki mineralne (fosfor, potas i żelazo) oraz witaminy A,E,D i K.  W kosmetykach przede wszystkich wykorzystuje się właściwości poprawiające ukrwienie skóry i rozgrzewające. Polecana jest do pielęgnacji skóry suchej, źle ukrwionej, dojrzałej, łuszczącej się i pękającej.


Czarnuszka, mimo, że nazywana czarnym kminkiem, z kminkiem nie ma nic wspólnego. Pochodzi z południowo-zachodniej Azji i basenu Morza  Śródziemnego. Jest ziołem o długiej historii, dawniej bardziej rozpowszechnionym i cenionym, jako lek o szerokim zastosowaniu. Surowcem zielarskim są nasiona czarnuszki. To z nich wytłacza się olej. Ma on wysoką zawartość wielokrotnie nienasyconych kwasów tłuszczowych. Są one niezbędne do produkcji prostaglandyny E1, która działa w organizmie przeciwzapalnie i zatrzymuje reakcje alergiczne.
Olejek do włosów zawiera jeszcze jeden składnik – olejek z kwiatów lawendy. Przypuszczam, że w tym kosmetyku olejek lawendowy nie znalazł się przypadkowo.
O lawendzie przeczytacie tutaj.


Olejek do włosów ma intrygujący zapach. Lawenda nie dominuje w tej kompozycji. Wyczuwam charakterystyczną, ostrą woń czarnuszki. Lawenda ją łagodzi.
Olejek na włosy nakładam z reguły na cała noc. Przed nałożeniem podgrzewam go w kąpieli wodnej. Ciepły olejek lepiej przenika w głąb skóry.


Rano zmywam olejek szamponem. Nie używam żadnego agresywnego detergentu. Szampon Argile Provence z białą glinką (klik) dobrze sobie radzi. Trudno jednoznacznie ocenić mi wzmacniające i stymulujące działanie tego olejku. Nie mam bowiem większych problemów z włosami dzięki naturalnej pielęgnacji. Olejku tego używam, aby zachować dobrą kondycję moich włosów. Warto dbać systematycznie o włosy.
Kosmetyki Alepii kupicie w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 

14 kwietnia 2013

Piękne włosy Marokanek ... czyli o masce do włosów z glinką rhassoul

Marokanki swoje piękne włosy zawdzięczają olejowi arganowemu i glince rhassoul. Glinka ta od wieków stosowana jest w celach kosmetycznych przez mieszkańców Afryki Północnej i niektórych regionów Bliskiego Wschodu. Oryginalna nazwa glinki marokańskiej pochodzi od czasownika "rassala", co po arabsku znaczy "myć". Doskonale sprawdza się bowiem w codziennej higienie i pielęgnacji ciała.
Glinka rhassoul bogata jest  w magnez, krzem, potas, wapń, żelazo, glin, miedź, lit, cynk. Posiada właściwości myjące i odtłuszczające. Zapobiega wysuszaniu się i łuszczeniu skóry, poprawia jej elastyczność i strukturę. Działa matująco i odświeżająco. Doskonale pielęgnuje wrażliwą i trądzikową skórę oraz włosy.
Nigdy nie stosowałam glinki do mycia włosów. Postanowiłam jednak sprawdzić jej właściwości w masce do włosów. Sięgnęłam po Maskę do włosów z glinką rhassoul Ciel d’Azur.

Maska ta przeznaczona jest do włosów suchych i uszkodzonych. Włosy moje nie mają takich problemów, ale od czasu do czasu lubię je nawilżyć i odżywić. Po to właśnie, aby były piękne i zdrowe.
Maska ta ma postać gęstej pasty. Umieszczono ją w wygodnej tubie. Nie pachnie. Ma barwę szaro-burą, tak jak glinka rhassoul.
 
Po nałożeniu na włosy nie spływa. Maskę tę należy trzymać na włosach 20 minut. Długo. Warto jednak chodź raz w tygodniu dać swoim włosom tyle czasu, aby chłonęły dobrodziejstwa glinki rhassoul. Włosy po spłukaniu są miękkie, wygładzone i dobrze się układają. Mam wrażenie, że są grubsze. Wygładzenie zawdzięczamy alkoholowi cetylowemu uzyskanemu z oleju kokosowego.
Maska ta jest dla mnie dobrą alternatywą dla ulubionej przeze mnie, a niedostępnej, odżywki Alepii.
Kosmetyki Ciel d’Azur do nabycia w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 5 % taniej!

8 kwietnia 2013

Zdrowie i uroda z kopalni ... czyli o bocheńskiej soli

O walorach soli w pielęgnacji ciała pewnie nie muszę nikogo przekonywać. Sole odżywiają, dotleniają i wygładzają skórę, pobudzają krążenie w komórkach, likwidują drobne wypryski. Pod koniec XIX wieku francuski biolog René Quinton zbadał, że sól morska zawiera aż 104 mikroelementy i minerały identyczne z tymi, które znajdują się w plazmie krwi. Po latach udowodniono, że sól morska ma zdolność przenikania przez skórę.


Byle z umiarem:
Ø  Sól ma działanie wysuszające, dlatego nie należy z nią przesadzać. Osoby o skórze suchej i wrażliwej nie powinny korzystać ze słonych kąpieli zbyt często, maksimum dwa razy w miesiącu.
Ø  Warto podczas kąpieli mieć ze sobą termometr. Cząsteczki soli morskiej tym głębiej wnikają w naskórek, im silniejsze jest ich stężenie i wyższa temperatura wody.
Ø  Po kąpieli w soli nie wycieraj ciała, by przedłużyć jej dobroczynne działanie.
Ø  Nacieranie ciała rękawicą frotté oblepioną zwykłą solą kuchenną pobudza krążenie krwi, wygładza i pojędrnia skórę, działa antycellulitowo, pomaga złagodzić malutkie czerwone wypryski na ciele zwane okołomieszkowym zapaleniem skóry.
Sól morską wyróżnia wyjątkowe bogactwo minerałów. Użyta do kąpieli, peelingu albo okładów, potrafi nawilżyć, oczyścić i wygładzić skórę.
Zawiera wszystkie ważne dla skóry makro- i mikroelementy, np. krzem, magnez, potas, sód, glin. Po dodaniu soli do kąpieli lub nałożeniu na ciało w postaci peelingu składniki te bez problemu przenikają z niej w głąb naskórka. Pobudzają one skórę do odnowy, wzmacniają ją, ułatwiają pozbywanie się toksyn oraz poprawiają krążenie. Sól morska, ma również właściwości gojące i lecznicze.
Solny peeling ciała raz w tygodniu przywróci zszarzałej, matowej skórze ładny, zdrowy koloryt i blask.
Zachwycamy się solą z Morza Martwego. Warto docenić także sole wydobywane na terenie naszego kraju. O soli bocheńskiej uczono kiedyś na lekcjach geografii. Południową Polskę 20 milionów lat temu pokrywało mioceńskie morze. Pozostałością jego są bogate złoża solankowe okolic Bochni. Znamy legendę związaną ze świętą Kingą. Po sól bocheńską warto sięgać. Dla zdrowia i urody.


Bocheńska sól bogata jest w jony wapnia, magnezu, potasu, bromu i jodu. Kąpiele z dodatkiem soli działają wspomagająco w leczeniu schorzeń neurologicznych, reumatycznych oraz dermatologicznych.
Wypróbowałam dwa rodzaje bocheńskiej soli,  Gazaris i Floris. Sól Gazaris jest bardzo drobna, przeznaczona dla osób o delikatnej i wrażliwej skórze. To czysta sól bez jakichkolwiek dodatków. Można z powodzeniem wykorzystać ją do solnego peelingu.  Kąpiel z nią relaksuje i odpręża.
Jeśli mamy ochotę na pachnącą kąpiel polecam Sól Floris. Do tradycyjnej soli dodano zapachy i barwniki. Ja wybrałam Sosnę. Sól nadaje wodzie bardzo jasną zielonkawą barwę. Pachnie sosnowym lasem.


 Sól Floris dostępna jest w następujących wersjach zapachowych: morska, lawendowa, sosnowa, konwaliowa, jabłkowa, różana, malinowa, brzoskwiniowa, grapefruitowa, cytrynowa oraz wiśniowa. Każdy znajdzie dla siebie odpowiednią.
Korzyści dla zdrowia i urody są nieocenione. Sami spróbujcie solnych kąpieli.

Bocheńskie „białe złoto” kupicie w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 

7 kwietnia 2013

Wycisz mnie .... czyli o dezodorancie ałunowym z aloesem i bambusem Aluny

O dezodorancie Aluny pisałam już na blogu. Poprzednio był to dezodorant w atonizerze. Już dość dawno temu postanowiłam wypróbować dezodorant w kulce. O codziennych drobiazgach, których używam lubię zapominać. Używanie dezodorantu to jak oddychanie. Dopiero niedawno, za sprawą Łucji z Agulkowego Pola przypomniałam sobie o tym dezodorancie. Łucja zwróciła się do mnie z niecodzienną prośbą. Na swoim blogu chciała zacytować mój post na temat dezodorantów. To było okazją do tego, abym sama sobie przypomniała o tym, co napisałam na temat dezodorantów. Mój wybór jest oczywisty – nie używam dezodorantów, które blokują proces pocenia. Co napisałam ponad rok temu na temat dezodorantów ? Odsyłam tutaj.
A dzisiaj chciałabym przedstawić Dezodorant ałunowy roll-on bambus-aloes marki Aluna.



Skład tego dezodorantu jest bardzo prosty. Wyciąg z aloesu, wyciąg z bambusa, woda, ałun, gliceryna roślinna i bezpieczne konserwanty.  W dezodorancie tym znajduje się także celuloza mikrokrystalizowana. Stanowi ona naturalny zagęstnik kosmetyku.
Aktywnymi wyciągami są wyciąg z aloesu i z bambusa. Wyciąg z aloesu nawilża, chroni i koi. Bogaty jest w aminokwasy, witaminy i minerały. Ma działanie przeciwbakteryjne. Łagodzi podrażnienia. Ekstrakt z bambusa zwiększa syntezę kolagenu. Dzięki temu ma silne właściwości nawilżające. Bambus znany jest także ze swojego działania detoksykującego. Odtruwa i oczyszcza organizm.
Dezodorant ten certyfikowany jest przez Ecocert. 99,60 % jego składników jest pochodzenia naturalnego, zaś 43 % pochodzi z rolnictwa biologicznego. Tyle o składzie kosmetyku.



Aplikacja jest bardzo wygodna. Mała kulka dobrze sobie radzi w nanoszeniu łagodnie pachnącego kosmetyku. Zapach jest świeży, z nutą słodyczy. Trudny do określenia. Dezodorant nie klei się. Po naniesieniu szybko schnie. Nie brudzi ubrań.



Tak jak wspomniałam jest to dezodorant ałunowy. Pamiętać należy, że sposób działania jego jest odmienny od tradycyjnych dezodorantów i blokerów. Ałun nie blokuje wydzielania potu. Działa tylko na bakterie znajdujące się na skórze odpowiedzialne za rozkład potu i nieprzyjemny zapach.
Ałun nigdy nie da nam ochrony przed poceniem się. Chcę to powiedzieć każdemu, kto nie używał jeszcze ałunu. Dlaczego ? Aby nie było rozczarowania jego działaniem. Nie jest rolą ałunu blokowanie procesu pocenia. Normalizuje go, ale nie bloguje.
Dezodorant w formie roll-on jest dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy preferują ałun, a nie bardzo lubią kryształ mogący się potłuc.
Ałunowe dezodoranty dostępne są w formie sprayu i roll-on. Jest kilka wersji zapachowych. Możemy wybierać jeszcze między różą, miętą, kwiatem pomarańczy i lilią.
O dezodorancie różanym przeczytacie tutaj.
 
Dezodoranty Aluny do nabycia w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!

 
 

24 marca 2013

Ogrodowy konkurs

Z pewnością już zauważyłyście, że piszę drugiego bloga.  Blog „W moim wiejskim ogrodzie” poświęcony jest mojej pasji jaką jest ogród i wszystko, co się z nim wiąże.
Postanowiłam rozdzielić tematy dotyczące kosmetyków i tematy ogrodowo-ziołowe.  Mam nadzieję, że z korzyścią dla mojego bloga Naturalna Bianka.
Jeśli wśród Czytelniczek są pasjonatki ogrodów zapraszam do wzięcia udziału w konkursie, który ogłosiłam na blogu „W moim wiejskim ogrodzie”

22 marca 2013

Raj na ziemi ... czyli o perfumach Fleu d'Eden Alepia

„… ciche zielone ogrody trwały otulone rzeczną mgłą, a w ich gąszczu migotało miasto, piękne jak zawsze, niczym perła w porannym słońcu.”  Tak o Damaszku pisał T.E. Lawrence.
Mieszkańcy Damaszku od dawna uważają, że raj na ziemi znajdował się niegdyś w ich mieście.  Trudno więc perfum o pięknej nazwie Fleur d’Eden nie kojarzyć z tym miastem.
 
 
 
Damaszek od północy, południa i wschodu otaczają piaski Pustyni Syryjskiej. Od zachodu miasto graniczy z podnóżem górskiego łańcucha Antylibanu. Z gór opada na niziny rzeka Barada. Rozwidlenie rzeki uważane jest za miejsce, w którym niegdyś znajdowały się Ogrody Edenu.
„Widok Damaszku sprawia, iż chce się krzyczeć z rozkoszy. Całymi tygodniami szukałem Wschodu z legendy; w końcu znalazłem go!” To słowa Rolanda Dorgelesa.
I ja poznając perfumy Alepii muszę powiedzieć, że znalazłam w tej woni Wschód z legendy. Fleur d’Eden pachną kwiatami wschodu różą i jaśminem. Jest to mocny i odurzający zapach. Kwiaty zostały skropione słodką wanilią. Od tej słodkości może zakręcić się w głowie. Tak pachną ogrody Damaszku, kiedy słońce chyli się ku zachodowi. Jeszcze pachną róże. Już swoją wonią duży jaśmin. Kwiaty zostały utrwalone drewnem sandału.  Kompozycja jest kwintesencją Orientu.
 
 
Flakon perfum na myśl przywodzi kopułę pałacu.
„Damaszek i jego bezgranicza pustynia … niezliczone kopuły jego meczetów i pałaców odbijają promienie zachodzącego słońca, a błękitne wody kilku rzek lśnią i znikają na przemian między ulicami i ogrodami.” (Alphonse de Lamartine 1832/33)
 
 
Perfumy umieszczono dodatkowo w czarnym lakierowanym kartoniku. Klasyka i elegancja.
 
 
 
Fleur d’Eden z pewnością nie jest zapachem dla każdego. Pokochają do miłośniczki Wschodu, Wschodu z legendy o jakim pisał Roland Dorgeles.
 
Zapraszam na zakupy do Biolandera
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 
 

17 marca 2013

Masz takie usta czerwone ... czyli o czerwieni w wydaniu ZAO

Pomadkę ZAO Makeup Organic już przestawiałam na blogu (klik). Tak bardzo mnie ona zachwyciła, że postanowiłam wybrać dla siebie kolejny kolorek. Tym razem wybrałam  pomadkę ZAO w kolorze pomarańczowa czerwień.
 
 
 
Jest to aksamitna matowa pomadka. Uwielbiam czerwień na ustach. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie tutaj.
Pomadka ta, jak pozostałe kosmetyki ZAO, opakowana jest w bawełniany woreczek.  
 
 
Formuła tej szminki oparta jest na olejkach i ekstraktach roślinnych. Dostarczają one składników odżywczych i nawilżających, pozostawiając usta miękkie i gładkie.
Organiczne masło z granatu (Punica granatum) regeneruje i nawilża. Uczestniczy w procesie regeneracji komórek oraz w zwalczaniu wolnych rodników odpowiedzialnych za przedwczesne starzenie się skóry. Ekstrakt z granatu zwiększa syntezę kolagenu walcząc w ten sposób z procesem powstawania zmarszczek na konturze ust.
Masło kakaowe (Theobroma Cacao seed butter) odżywia i chroni skórę. Pomaga utrzymać prawidłowe nawilżenie, ponieważ spowalnia utratę wody z organizmu, tworząc barierę ochronną na powierzchni skóry.
Olej rycynowy (Ricinus communis)  ma właściwości rozjaśniające i nawilżające. Jest jedną z najbardziej bogatych substancji w kwasy tłuszczowe, które przenikając głęboko w skórę odżywiają i nawilżają ją bez pozostawiania tłustej warstwy. Wygładza i zmiękcza. Pomaga zmniejszyć widoczność przebarwień na skórze.
Sproszkowane srebro (Silver, CI 77820) pełni rolę naturalnego konserwantu. Cząsteczki czystego srebra posiadają właściwości antyseptyczne. Srebro w pomadce przyczynie się do jej ochrony i zapobiega zepsuciu.
Pomadka jest bardzo przyjemna w użytkowaniu. Kremowa. Muszę przyznać, że nie jest tak bardzo kremowa jak moja poprzednia pomadka w kolorze brudnego różu.
 
 
Pigmentacja zasługuje na szczególną pochwałę. Nakładam pomadkę jedną warstwą. W zupełności wystarczy. Kolor tej pomadki jest bardzo ciekawy. Ni to czerwień, ni to pomarańcz. Nie jest przez to krzykliwa. Dla mnie to piękna stonowana czerwień.
Pomadka utrzymuje się na ustach około dwóch godzin.
Dzisiaj nie pokaże Wam pomadki na ustach. Wizyty u stomatologa nieco nadszarpnęły delikatną skórę ust. Obie pomadki bardzo przypadły mi do gustu. Już wypatrzyłam sobie kolejną.
 
 
Kosmetyki ZAO Make-Up Organic kupicie w Biolanderze
Z moim kodem rabatowy ep-0882 – 5 % taniej!
 
 

16 marca 2013

Mój wiejski ogród ...

Czytelnicy bloga Naturalna Bianka wiedzą, że ogród to moja wielka pasja. Chciałabym pokazać Wam moje ogrodowe zmagania i fascynacje. Postanowiłam, że ogrodowi poświecony będzie odrębny blog - Mój wiejski ogród.
 Zapraszam do mojego ogrodu, do mojego wiejskiego ogrodu.
 
 

8 marca 2013

Witam wiosnę z cerą pełną blasku ... czyli o peelingu witaminowym Argacos

Nadchodząca wiosna zawsze sprawia, że mam ochotę bardziej o siebie zadbać. Po zimie skóra, szczególnie twarzy, wydaje mi się szara. Aby cera nabrała blasku potrzebny jest przede wszystkim peeling. Z wielką przyjemnością sięgnęłam po Peeling witaminowy z arganem Argacos.
 
 
Peeling jest przeznaczony do skóry mieszanej, delikatnej i zmęczonej. Jego formuła oparta jest na miąższu, skórce i olejku z grejfruta. Owoc ten ma niebywałe właściwości oczyszczające i złuszczające. Drugim ważnym składnikiem peelingu są sproszkowane pestki moreli. Oczyszczające właściwości posiada także proszek uzyskany z łupin orzechów arganowych. Tym trzem składnikom zawdzięczamy poprawę kolorytu skóry. W kosmetykach Argacos wykorzystuje się także hydrolat z sosny zwyczajnej. Ma on działanie oczyszczające, tonizujące i ściągające. Odświeża cerę i dodaje jej blasku.
 
 
Peeling ma konsystencję żelu, w którym zatopione delikatne drobinki. Mimo tego, że są bardzo malutkie mają w sobie wielką moc. Dobrze złuszczają i oczyszczają. Nie podrażniają delikatnej skóry. W przypadku mojej mieszanej cery peeling ten sprawdza się bardzo dobrze. Stosuję go dwa razy w tygodniu. To wystarczy, aby cera nabrała zdrowego wyglądu i blasku.
 
 
Peeling ten jest kosmetykiem certyfikowanym przez Cosmetique Bio i Qualité France. Jego składniki w 96,53 % są pochodzenia naturalnego. 34,84 % składników pochodzi z rolnictwa biologicznego. W kosmetyku tym nie znajdziemy składników pochodzących z przerobu ropy naftowej. Składniki roślinne nie są modyfikowane genetycznie. Kosmetyk oczywiście nie był testowany na zwierzętach.
 
 
To mój drugi kosmetyk mało znanej marki Argacos. Muszę przyznać, że mam ochotę na kremy do twarzy tej marki. O toniku pisałam tutaj.
 
Kosmetyki Argacos kupicie w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 
 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...