Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywki do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywki do włosów. Pokaż wszystkie posty

26 maja 2013

Łzy po tym czego już nie ma ... czyli o odżywce z masłem karite Ciel d'Azur


Nie mam ostatnio szczęścia do kosmetyków. To co polubię znika bezpowrotnie. Czas jakiś temu chciałam kupić moją ulubioną odżywkę do włosów z Alepii. No cóż nie ma. Długo zastanawiałam się jaką odżywkę wybrać do moich kapryśnych włosów. Padło na Odżywkę do z włosów z masłem karite Ciel d’Azur. W butelce jest prawie dno. Sprawdzam czy jest dostępna w Biolanderze. Nie ma! Teraz to już nie wiem co wybrać.

 

Wielka szkoda, że odżywka zniknęła ze sklepu.  Pewnie jesteście ciekawe, co mnie w tej odżywce zachwyciło.
Moje włosy są dość kapryśne. U nasady głowy przetłuszczają się. Końce natomiast są suche. Nie jest łatwo pielęgnować takie włosy.  Odżywka nie może więc obciążać. Suche partie dla odmiany powinny zostać nawilżone.
Formuła tej odżywki oparta jest na wodzie lawendowej.  O pielęgnacyjnych właściwościach lawendy chyba nie trzeba wspominać. Dla mnie jest to roślina wszechstronna. Taka, która służy i zdrowiu i urodzie. Odżywka ta bogata jest w proteiny uzyskane z szarłatu (amarantusa). W składzie znajduje się oczywiście masło karite. Odżywka pięknie pachnie. Oczywiście, że lawendą. Sukces w stosowaniu tej odżywki opiera się czasie jaki pozostaje na włosach. W przypadku włosów suchych producent zaleca, aby trzymać ją 10 minut. Dla włosów tłustych zaleczany czas to jedna minuta. Ja z reguły mam ją na włosach około 5 minut. To wystarczyło, aby włosy korzystały z dobrodziejstw protein amarantusa i masła karite. Odżywka ta nie obciąża moich włosów. Włosy dłużej zachowują świeżość (to pewnie dzięki lawendzie), są miękkie i błyszczące, odpowiednio nawilżone. 
 
Odżywka jest kosmetykiem certyfikowanym przez Cosmebio. 99,97 % składników stanowią składniki naturalne. 10,40 % pochodzi z rolnictwa biologicznego. Kosmetyk nie był testowany na zwięrzętach.
Szkoda tylko, że odżywka zniknęła z oferty sklepu Biolander.
 PS.
Odżywka ponownie jest w ofercie Biolandera!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!

14 kwietnia 2013

Piękne włosy Marokanek ... czyli o masce do włosów z glinką rhassoul

Marokanki swoje piękne włosy zawdzięczają olejowi arganowemu i glince rhassoul. Glinka ta od wieków stosowana jest w celach kosmetycznych przez mieszkańców Afryki Północnej i niektórych regionów Bliskiego Wschodu. Oryginalna nazwa glinki marokańskiej pochodzi od czasownika "rassala", co po arabsku znaczy "myć". Doskonale sprawdza się bowiem w codziennej higienie i pielęgnacji ciała.
Glinka rhassoul bogata jest  w magnez, krzem, potas, wapń, żelazo, glin, miedź, lit, cynk. Posiada właściwości myjące i odtłuszczające. Zapobiega wysuszaniu się i łuszczeniu skóry, poprawia jej elastyczność i strukturę. Działa matująco i odświeżająco. Doskonale pielęgnuje wrażliwą i trądzikową skórę oraz włosy.
Nigdy nie stosowałam glinki do mycia włosów. Postanowiłam jednak sprawdzić jej właściwości w masce do włosów. Sięgnęłam po Maskę do włosów z glinką rhassoul Ciel d’Azur.

Maska ta przeznaczona jest do włosów suchych i uszkodzonych. Włosy moje nie mają takich problemów, ale od czasu do czasu lubię je nawilżyć i odżywić. Po to właśnie, aby były piękne i zdrowe.
Maska ta ma postać gęstej pasty. Umieszczono ją w wygodnej tubie. Nie pachnie. Ma barwę szaro-burą, tak jak glinka rhassoul.
 
Po nałożeniu na włosy nie spływa. Maskę tę należy trzymać na włosach 20 minut. Długo. Warto jednak chodź raz w tygodniu dać swoim włosom tyle czasu, aby chłonęły dobrodziejstwa glinki rhassoul. Włosy po spłukaniu są miękkie, wygładzone i dobrze się układają. Mam wrażenie, że są grubsze. Wygładzenie zawdzięczamy alkoholowi cetylowemu uzyskanemu z oleju kokosowego.
Maska ta jest dla mnie dobrą alternatywą dla ulubionej przeze mnie, a niedostępnej, odżywki Alepii.
Kosmetyki Ciel d’Azur do nabycia w Biolanderze
Z moim kodem rabatowym ep-0882 5 % taniej!

29 sierpnia 2012

100 % Natury ... czyli o nawilżającej odżywce od Argile Provence

Nawet wśród naturalnych kosmetyków nie zdarza się często, aby wszystkie składniki kosmetyku były naturalne.  W najlepszych kosmetykach mamy 99,2 % naturalnych składników. Pozostała cześć to z reguły konserwanty, bezpieczne, dopuszczone przez Ecocert. Ale 100 % Natury? To możliwe! Takim kosmetykiem jest Odżywka nawilżająca Argile Provence.
 
 
 
Być może moi Czytelnicy są zdumieni tym, że znowu piszę o odżywce. Niedawno przecież pisałam o odżywce alepowej.  Muszę Wam jednak napisać, jak podchodzę do pielęgnacji włosów. Oczywiście nakładam na włosy oleje. Myję włosy co drugi dzień. Zawsze używam szamponu i odżywki. Jeśli używam szamponu Alepii, to i takiej odżywki. Jeśli szampon jest od Argile Provence to i odżywka jest tej samej marki. Myślę, że producenci tak komponują swoje produkty, aby się one uzupełniały. Ot taka moja filozofia.
Wróćmy do odżywki. Ma ona wybitnie nawilżający charakter. Wykorzystano w niej wyciąg z owoców czarnej porzeczki. Zawiera on pektyny, garbniki, antocyjany. Bogaty jest w witaminę C, witaminy z grupy B oraz sole mineralne.
Odżywka bogata jest w oleje. Jest w niej olej rycynowy, słonecznikowy, z pestek winogron. Jest także masło kakaowe i masło karite. Oleje bogate są w nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas linolowy oraz witaminę E. Na powierzchni skóry i włosów tworzą one warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry i włosów. Pomagają odbudować barierę lipidową. Masło karite dodatkowo wygładza włosy i nadaje im połysk.  Masło kakaowe uelastycznia i natłuszcza suche włosy.
 
 
Odżywka ma bardzo bogaty skład. A ja mam włosy dość trudne w pielęgnacji. U nasady lubią się przetłuszczać, a końce są suche. Nie jest łatwo pielęgnować takie włosy. Ta odżywka jednak ich nie obciąża. Włosy dobrze się rozczesują i układają. Są nawilżone. Ciepłe powietrze sucharki im nie szkodzi. Odżywka delikatnie pachnie porzeczką. Jej owocowy zapach to dodatkowa zaleta.
Dodam tylko, że 100 % składników tej odżywki jest pochodzenia naturalnego; 37,60 % pochodzi z rolnictwa biologicznego. Certyfikat Ecocert w pełni zasłużony!
 
Pielęgnujmy urodę w zgodzie z Naturą !
Możliwe jest to z kosmetykami z Biolandera!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!
 
 

17 sierpnia 2012

Mój aleppowy skarb ... czyli o odżywce do włosów

Już sam tytuł tej notki zapowiada, że napiszę o kosmetyku, który uważam za jeden z lepszych, jaki kiedykolwiek używałam w pielęgnacji włosów.

Tym kosmetykiem jest odżywka do włosów Alepii. 


Pierwszą butelkę tej odżywki kupiłam w 2010 roku jako jeden z pierwszych moich zakupów w Biolanderze. Bardzo ją polubiłam. Pachniała przepięknie, sprawiała, że włosy dobrze się układały i były gładkie. W swoim składzie zawierała olej laurowy. Przez ten olej trochę obciążała włosy. Potem na chwilę zniknęła. Pojawiła się w nowym opakowaniu i o trochę zmienionym składzie (bez oleju laurowego). Następnie ku mojej wielkiej rozpaczy znowu zniknęła. Na szczęście w czerwcu wróciła do Biolandera w nowej odsłonie. Jak tylko się pojawiła oczywiście musiałam ją kupić.



A teraz o samej odżywce. Dla mnie to jej trzecia odsłona. Nowe opakowanie, ale skład pozostał ten sam. Pachnie jednak inaczej niż druga wersja. Woń została zdominowana przez jaśmin, mocny i zdecydowany. Woda jaśminowa to jeden z głównych składników. W odżywce znalazła się poza tym woda lawendowa i ekstrakt z rozmarynu. Ten ostatni znany jest z dobroczynnego działania na włosy. Odżywcze i pielęgnujące właściwości odżywka zawdzięcza oliwie z oliwek. Dzięki zawartości kurkumy na piękny żółty kolor. Sprawia, że włosy dobrze się rozczesują. Nabierają pięknego, zdrowego blasku.




Tak jak pozostałe szampony, odżywka ta ma bardzo dobry prosty skład. Nie ma w niej SLS, parabenów, formaldehydu, ftalanów, PEG i EDTA.  Tylko naturalne składniki gwarantują zdrowie.



Kosmetyki Alepii do nabycia w Biolanderze!

Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!



2 maja 2012

To co dobre kończy się ... czyli "Projekt denko" naturalnych kosmetyków według Bianki - odsłona kwietniowa

Dopadła mnie potrzeba napisania postu „denkowego”, „zużyciowego” czy jakby go tam nazwać. Nie wiem czy spodoba się Wam ten post. Po co to robię? Trochę dla siebie, aby zdyscyplinować się w zużywaniu do końca kosmetyków. Nie zdarza się mi często porzucać kosmetyku w połowie opakowania. Czasem jednak przy samym końcu jest ta pokusa. Robię to też dla Was, moje Czytelniczki, aby pokazać, że w naturalnych kosmetykach jest coś dziwnego – nie zużywają się szybko.
Mam tylko kilka pustych opakowań.


Zacznę od mydeł. W ich zużywaniu brała udział cała rodzina czyli 4 osoby.


Oliwkowa klasyczna Feniqia służy nam do mycia rąk, twarzy, ciała, higieny osobistej. Rewelacyjne rodzinne mydło. Kostka o wadze 180 g była z nami ponad dwa miesiące. Lubimy to mydło i już zużywamy następne. Nie pisałam o nim, proste i klasyczne. W wolnej chwili powstanie recenzja.

Mydło eukaliptusowe Feniqii o wadze 75 g wystarczyło na trzy tygodnie. Używane raczej do wieczornej toalety. Pachnąca Feniqia – uwielbiam te małe pachnące cudeńka.

Nie używam żadnych specjalnych kosmetyków do demakijażu poza płynem micelarnym Argile Provence. Zmywam nim tylko oczy (maluję się codziennie). Muszę koniecznie Wam o nim napisać. Butelka 100 ml wystarczyła mi na 2,5 miesiąca.

Wieczorny demakijaż kończę wodą lawendową. Wspaniale koi, łagodzi podrażnienia. Woń lawendy sprawia, że demakijaż staje się seansem aromaterapii. Butelka 200 ml wystarczyła mi na 3 miesiące. Ten hydrolat zawsze muszę mieć. Rozpoczęłam już następną butelkę. Producent zmienił grafikę na opakowaniu. Zawartość jednak pozostała bez zmian.

Na trzy miesiące stosowania (dwa razy dziennie w lutym, w marcu i kwietniu tylko rano) wystarczył mi krem nawilżający z różową glinką Laboessential o pojemności 30 ml.



Moja cera bardzo polubiła ten krem. Producent zaleca, aby krem zużyć w ciągu 2 miesięcy od otwarcia. Kremu wystarczyło mi na miesiąc dłużej. Nic złego się nie działo z kremem. Nie zmienił zapachu ani konsystencji. Teraz używam już innego kremu, wrócę jednak do kremu z różową glinką.

Pozostały jeszcze włosy. Włosy myję co drugi dzień, raz w tygodniu nakładam olej. Lubię produkty z glinką, więc sięgnęłam po szampony z glinką. Szamponu z zieloną glinką Laboessential przeznaczonego do włosów tłustych jeszcze Wam nie opisywałam. Doskonale spisywał się w zmywaniu oleju z włosów. Wydajność dość dobra – 3 miesiące przy stosowaniu 1 raz w tygodniu (mam podejrzenia, że nie tylko ja z niego korzystałam).


Jeden raz w tygodniu nakładałam także odżywkę Alepii na włosy. Moja ukochana odżywka z Alepii skończyła się. W ostatnich miesiącach bardzo ją oszczędzałam widząc, że jest niedostępna. Jest to mój zdecydowany faworyt wśród odżywek. Jej ograniczona dostępność sprawiła, że butelka o pojemności 300 ml wystarczyła mi na 8 miesięcy! Kiedy tylko znowu będzie można ją kupić – obiecuję zdjęcia i recenzję.

Na koniec podliczyłam koszt opisanych kosmetyków – 219, 75 zł (bez rabatu). Czy to dużo czy mało?
Same oceńcie. To mój pierwszy post typu „denko”. Jeśli taka jego forma przypadła moim Czytelniczkom do gustu, będę kontynuować jego formułę w następnych miesiącach.

Z opisanych kosmetyków zrecenzowałam:
Mydło eukaliptusowe Feniqia


Moje kosmetyki kupuję w Biolanderze!
Z kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!

17 kwietnia 2012

Witalność dla włosów czyli o odżywce karite pachnącej cytryną i werbeną

Odżywka do włosów jest dla mnie jednym z ważniejszych kosmetyków. Nie lubię kiedy włosy po umyciu nie dają się rozczesać, plączą się. Od dawna szukałam odpowiedniej odżywki. Wobec tego kosmetyku mam naprawdę duże wymagania. Musi mieć odpowiednią konsystencję, ładnie pachnieć i nie obciążać włosów. Odżywianie także jest mile widziane. Moje poszukiwania okazały się nader owocne. Znalazłam dwie świetne odżywki. Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam jedną z nich.
Odżywka karite, werbena, cytryna i szałwia firmy Laboratoire Gravier jest moim odkryciem roku.


Aktywnym składnikiem mającym wzmacniać włosy jest masło karite. O jego działaniu na skórę niejednokrotnie już pisałam.

Masło karité jest niebywałym dobrodziejstwem dla włosów. Zawarte w nim woski oraz retinol sprawiają, że będzie idealne do włosów łamliwych i suchych. Masło nawilża i odbudowuje strukturę włosa, poprawia jego koloryt i sprężystość. Rozdwojone końcówki włosów szybko staną się tylko złym wspomnieniem.

Bazą tej odżywki są również ekstrakty roślinne. Mamy więc wyciąg z rumianku i lawendy, szałwii i bukszpanu. O ile do te trzy pierwsze rośliny i ich pielęgnacyjne działanie na skórę jest powszechnie znane, to obecność ekstraktu z bukszpanu może wywoływać zdziwienie.

Bukszpan wieczniezielony (Buxus sempervirens), mimo, że jest trujący, jest rośliną leczniczą. Surowcem są jego liście, które zbiera się i suszy w zacienionym, przewiewnym miejscu, tak by po wyschnięciu zachowały zieloną barwę. Robi się z nich odwary do picia oraz okłady lub kąpiele zalecane w bólach gośćcowych, dnie i wypryskach skórnych. Stosowane są też przy leczeniu stanów zapalnych dróg żółciowych i moczowych. Zanim odkryto chininę, wyciągiem z bukszpanu leczono nawet malarię. Bukszpan był często opisywany przez starożytnych pisarzy.

Zniewalającego cytrusowego zapachu odżywce nadają olejki eteryczne, cytrynowy i z owoców rośliny o nazwie Litsea cubeba. Pochodząca z Chin i Indonezji, Litsea Cubeba, znana również pod nazwą werbeny egzotycznej zapewnia aromatyczne właściwości uspokajające, łagodzące i przeciwzapalne. Właściwości te przyczyniły się do jej popularności, która trwa od wieków. Ten krzew tropikalny rośnie w południowo-wschodniej Azji i uzyskiwany jest z niego olejek eteryczny Litsea Cubeba. Jego owocowy i łagodny zapach przypomina aromaty cytryny z dodatkiem nut kwiatowych. Może to odrobina słodyczy wanilii?



Z działania tej odżywki jestem bardzo zadowolona. Stosuję ją dwa razy w tygodniu . Nie szarpię już włosów, aby je rozczesać po myciu. Staram się zawsze przez kilka minut potrzymać odżywkę na włosach. Nie obciąża włosów (obawiałam się tego). Włosy pięknie się układają i pachną.
Odżywka ta ma jeszcze jeden atut. Jest bardzo wydajna. Mam ją od stycznia i dopiero zużyłam 1/3 butelki. Kosmetyk ten nie rzuca się w oczy pośród wielu biolanderowych wspaniałości. Zasługuje na najwyższą ocenę.

Warto dodać, że produkty Laboratoire Gravier nie zawierają ALS, SLES, parabenów, ftalanów, PEG, silikonu, parafiny, sztucznych barwników i sztucznych zapachów. Wolne są od GMO. Nie są oczywiście testowane na zwierzętach. 100 % natury! A ona jest najlepszą przyjaciółką urody!

Jeśli chcecie, aby Wasze włosy pachniały słodką cytryną
zapraszam na zakupy do Biolandera!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 zawsze 5 % taniej!



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...