Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wody toaletowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wody toaletowe. Pokaż wszystkie posty

8 września 2013

Otulona ciepłą wonią bursztynu ... czyli o wodzie toaletowej Ambre BleuJaune en Provence

Jesień puka już do drzwi.  Przez wiele długich miesięcy przyjdzie tęsknić do letniego ciepła.  Z nastaniem pierwszych chłodnych poranków staram się otulać ciepłymi zapachami. Czas jakiś temu wypatrzyłam sobie w Biolanderze wodę toaletową Ambre marki BleuJaune en Provence.


Przypuszczam, że marka ta jest mało znana w naszym kraju.  Savonnerie BleuJaune en Provence (Słońce i Niebo Prowansji) to rodzinna firma która została założona w 2003 r. w Oppède, w samym sercu Prowansji. Celem BleuJaune jest tworzenie prawdziwych prowansalskich produktów - autentycznych i najwyższej jakości.


W ofercie firmy znajdziemy mydła, zarówno w kostkach jak i płynie, sole kąpielowe, wody toaletowe.
Przejdźmy jednak do mojej wody toaletowej.  Ambre to bursztyn.
Zapach tej wody toaletowej jest kwintesencją ciepła. Woń jest dość mocna, intensywna. Odrobinę ziołowa. W zapachu tym czuję orientalne przyprawy. Kiedy ziołowe i orientalne akordy już przebrzmią na skórze rozwija się ciepły zapach. Trudno go nazwać i opisać. Taki jest bursztyn.


Bardzo żałuję, że wody toaletowe marki BleuJaune en Provence nie są już dostępne w Biolanderze. Mam nadzieję, że wrócą. A wtedy z pewnością będę chciała powąchać pozostałe 9 zapachów. Wody toaletowa powstają na bazie olejków eterycznych. Lubię takie pachnidła. Zwłaszcza, że ich twórcami są mistrzowie z Grasse.


Pamiętacie o kodzie rabatowym ep-0882  dającym Wam
5 % rabatu na zakupy w Biolanderze?
 

2 czerwca 2012

To co dobre kończy się ... czyli "Projekt denko naturalnych kosmetyków" według Bianki - odsłona majowa

W ubiegłym miesiącu, a właściwie w kwietniu,  sama narzuciłam sobie „projekt denko”. Ma mnie to zdyscyplinować w zużywaniu kosmetyków do samego końca. Ma także pozwolić oszacować wydatki na kosmetyki, czas przez jaki używam dany kosmetyk. W konsekwencji projekt mój ma odpowiedzieć na pytanie ile tak naprawdę kosztuje naturalna pielęgnacja.
Maj to ciężki miesiąc. Zużyłam sporo kosmetyków i tym samym braki trzeba było uzupełnić.


Oczywiście mydeł w moim domu „idzie” najwięcej. Lubimy naturalne mydła i właśnie je wybieramy najczęściej do mycia.
Uwielbiam Feniqię. Już pod koniec kwietnia sięgnęłam po rumianek. Ślicznie pachnie, delikatnie pieści skórę łagodząc podrażnienia. Drugie mydło, które towarzyszyło nam podczas kąpieli to Gaiia Le soyeux. Mydło to pachnie imbirem, kardamonem i olejkiem z drzewa różanego. Należy do dość miękkich mydeł. Bogate jest w roślinną glicerynę. Wszystkim przypadło do gustu.



Przez kilka miesięcy towarzyszyła nam Alepia 80 %. Używana była może trochę rzadziej, do mycia ciała w sytuacji kiedy pojawiały się problemy skórne. Lubię ten charakterystyczny zapach alepowych mydeł. Duża zawartość oleju laurowego nadaje jemu charakterystyczną ostrą woń i nadaje mu cech mydła leczniczego.

Szafirowa butelka po bławatkowym hydrolacie nie trafi do kosza. Nie wyrzucam tych szklanych butelek. Zawsze można je wykorzystać w jakiś twórczy sposób. A jeśli chodzi o hydrolat, stosowałam go do zmywania makijażu oczu, na zmianę z płynem micelarnym. Kiedy mam bardzo zmęczone oczy robię bławatkowy kompres. Nasączam hydrolatem płatki kosmetyczne i przykładam na 15 minut na zamknięte powieki. Relaks dla oczu wyjątkowy!


W maju przyszło także rozstać mi się z Serum Tenseur Vegetal Argile Provence. Mała butelka o pojemności 30 ml zawiera wyjątkowo wydajny kosmetyk. Używałam tego serum od połowy grudnia ubiegłego roku. Przez pierwsze dwa miesiące odrobinę nanosiłam na skórę wokół oczu raz dziennie. Zauważyłam, że zmarszczki uległy wyraźnemu spłyceniu. Po tym czasie ograniczyłam stosowanie serum do 2-3 razy w tygodniu. Serum wystarczyło mi więc na pół roku.

Jeszcze lepszą wydajnością może poszczycić się Podkład w kremie Sable Argile Provence. Każdego dnia wiernie towarzyszył mi od końca września ubiegłego roku. Makijaż robię codziennie.
Dopiero teraz pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, że nie zrecenzowałam dla Was tego produktu. To moje wielkie zaniedbanie. Martwi mnie, że obecnie odcień sable nie jest dostępny. Kiedy tylko się pojawi sięgnę po kolejne opakowanie. A wtedy z pewnością przeczytacie co o nim sądzę.

Dwa kolejne kosmetyki także należą do tych bardziej wydajnych, pewnie dlatego, że nie używam ich codziennie. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez stworzenia we własnej łazience chociażby namiastki hammamu.




Savon noir mam zawsze w kilku rodzajach. Przyszedł kres na Savon Noir Eukaliptusowe Charme d'Orient. Jest to jedno z moich ulubionych "czarnych mydeł". Sięgnę po nie jeszcze. Słoik, w którym było zamknięte także nie skończy w koszu na śmieci. Z powodzeniem wykorzystam go do przechowywania różnych drobiazgów. Lubię w kosmetykach to, że ich ładne i funkcjonalne opakowania można wykorzystać na wiele sposobów.

O moją suchą skórę dbało masło karite o zapachu monoi. Zapach ten przenosi mnie do raju.
Savon noir i masło karite mają już godnych następców. Wrócę jednak do obu tych kosmetyków.

Przyszedł czas na szampon Biorgane z olejem arganowym i karite bio. Firma połączyła właściwości masła karite i oleju arganowego. Zużyłam go do ostatniej kropli. Do wczorajszego mycia wypłukałam butelkę.

Skończyła się także moja ulubiona woda perfumowana. Z przykrością stwierdziłam, że nie jest dostępna.

Dużo się zebrało pustych opakowań.
Koszt opisanych kosmetyków – 474, 85 zł (bez rabatu). Dużo wyszło. Mam nadzieję, że w czerwcu niewiele zużyję kosmetyków. Czas pokaże.


Z opisanych kosmetyków opisałam:
Mydło Alepia 80 % (klik)
Mydło Gaiia Le soyeux  (klik)
Wodę bławatkową Argile Provence (klik)
Rosalia Serum Tenseur Vegetal Argile Provence (klik)
Charme d'Orient Savon Noir Eukaliptus (klik)
Masło karite Monoi Tiare La Maison du Savon de Marseille (klik)
Wodę Perfumowaną Ogród Herbaciany (klik)

12 kwietnia 2012

Wiosna pachnie fiołkami i irysami ...

Cieszy mnie nadejście wiosny. Ciepłe promienie słońca, przyroda coraz odważniej pokazująca swoją moc. Myślę, że to przez wszystkich ulubiona pora roku. Wiosną budzimy się do życia. Mamy nowe plany, marzenia. Wiosną także chcemy coś zmienić w swoim wyglądzie. Wiosną także sięgamy po nowe zapachy. Wiosna to przede wszystkim woń hiacyntów, tylipanów, żonkili, fiołków, świeżych liści brzozy. Zostawiam ciężkie i słodkie zapachy cynamonu, kardamonu i wanili.Ciepło korzeni i egzotycznych przypraw zastępuję świeżością liści i zapachem fiołków. Świeże wiosenne zapachy znalazłam w wodzie perfumowanej Jardin des Thes marki Acorelle.


"Herbaciany ogród" można zaliczyć do rodziny zapachów zielonych, cytrusowych, świeżych.

Nuta głowy to cytryna, berganotka, lawenda i mięta.
Woń cytryny jest bardzo odświeżająca. Ekstrakt z bergamotki jest jednym z najbardziej uniwersalnych składników kompozycji zapachowych. Jego gorzki cytrusowy aromat doskonale komponuje się z innymi zapachami, podkreślając je i wydobywając pełnię akordów bukietu kompozycji. Do tego dodano odrobinę kojącej lawendy i świeżej mięty. Z jednej strony kojąca lawenda, a z drugiej chłodna mięta.

Nuta serca jest wybitnie kwiatowa. Króluje irys i fiołek. Delikatne pudrowe wonie doskonale się uzupełniają. Ciepła kompozycji dodaje woń kminku.

Nuta bazy to paczula i drewno gwajakowe.
Gwajak to południowoamerykańskie drzewo o bardzo wytrzymałym, twardym drewnie, zawierającym wonne żywice, na bazie których produkuje się olejek gwajakowy. Pozyskuje się go z odmiany gwajakowca zwanej bulnesia sarmientoi. Palone drewno gwajakowca ma przyjemny, kadzidłowy i żywiczny zapach. Tradycyjnie zrębków tego drewna używano go jako kadzidła w czasie obrzędów religijnych – stąd jego nazwa „święte drzewo” (łac. lignum vitae).
Olejek paczulowy pozyskiwany jest z liści rośliny zwanej brodziec paczulka, rosnącej w Indiach, Malezji, Indonezji i Ameryce Południowej. Paczula to znakomity utrwalacz zapachu, który perfumom nadaje piżmową, egzotyczną nutę. Jest ważnym składnikiem kompozycji orientalnych. Zazwyczaj łączy się ją z wetywerią. Świeży liść brodźca paczulki ma zapach przypominający mokre drewno i rdzewiejące żelazo. Olejek natomiast ma słodki, ziołowy, korzenny i drzewno-balsamiczny aromat.



Zapach ten ma w sobie wiele sprzeczności. Świeżość i chłód kontrastuje z pudrowymi i orientalnymi woniami.

"Jardin des Thes" to wyjątkowo kobiecy zapach. Pobudza i stymuluje dając energię na cały dzień. To jeden z moich ulubionych wiosennych zapachów. Marka Acorelle nie należy do popularnych.



Trudno pisać mi o zapachach. Żadne słowa nie oddadzą woni. Pierwszą butelkę tej wody kupiłam ubiegłej wiosny. Z niecierpliwością czekam, aż znowu pojawi się w Biolanderze. Wybrałam tę wodę, gdyż wiem, że nie będę pachnieć jak co druga napotkana kobieta. Lubię być oryginalna. Perfumy zawsze dużo mówią o kobiecie. Która z nas nie chce wyróżniać się w tłumie?

Woda perfumowa "Jardin des Thes" jest certyfikowana przez Ecocert. 100 % jej składników jest naturalna. 95,14 % pochodzi z rolnictwa biologicznego.

Na rynku nie ma wielu wód perfumowanych, toaletowych i perfumów z etykietą bio. Dlaczego takie wybieram? To proste. Perfumy aplikuję na tzw. punkty serca. Nie chcę, aby różne chemiczne składniki szybko przenikały do mojego krwiobiegu szkodząc zdrowiu. Taka jest moja filozofia życia w zgodzie z Naturą.

Pachnidła z etykietą bio do nabycia w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!


13 grudnia 2011

Szczypta imbiru, odrobina pieprzu ....


Szczypta imbiru, odrobina pieprzu tak mógły brzmieć werset z przepisu na świąteczne ciasteczka. Wypieki zostawmy na kilka dni jeszcze w spokoju.
Chciałabym przedstawić Wam wodę toaletową o aromatycznej nazwie „Imbir - biały pieprz”.
Nie lubię pachnieć tak, jak co druga napotkana kobieta. Z tego powodu poszukuję perfum i wód toaletowych mało znanych producentów. Francuska marka Provence et Nature jest w Polsce mało znana.

Firma w swoich kompozycjach zapachowych wykorzystuje wonie przyrody. Są to zapachy kwiatów, drzew, przypraw. Ciekawe jest motto firmy – "Nasze zapachy opowiadają twoją historię". Mnie motto to zachęca do podróży w świat zapachów przyrody, egzotycznych wypraw w poszukiwaniu nieznanych roślin. Czy tak czuł się Marco Polo?
W szare, deszczowe i wietrzne dni lubię delektować się aromatem egzotycznych przypraw. Taki zapach od razu poprawia nastrój. Otula ciało miękką materią, ogrzewa duszę delikatnym ciepłem.

Imbir i biały pieprz to intrygujące połączenie.

Korzenny, ciepły i odrobinę mydlany imbir pięknie rozwija się w cytrusowej bazie. Korzenna nuta dodaje fantazji. Akord łagodnego i zarazem pikantnego białego pieprzu dodaje charakteru tej kompozycji, nadaje jej głębi.

Dla mnie woda ta inaczej pachnie rankiem, a inaczej odbieram ją wieczorem.

Rano kiedy używam jej przed wyjściem do pracy czuję energetyczne cytrusy przyprawione bardzo łagodnie przyprawami. Dodaje energii.Wieczorem jest inaczej. Zapach sprawia wrażenie cieplejszego. Tak jakby było w nim więcej rozgrzewającego imbiru. Czuję się otulona tym zapachem niczym miękkim aksamitem.







Nie powiem Wam gdzie możecie nabyć tę wodę toaletową.

Pytajcie w o nią w Biolanderze.

Być może, że zapachy od Provence et Nature zagoszczą w ofercie Biolandera. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...