Koniec roku to czas podsumowań, postanowień i planów na nowy
rok. Nie wiem czy chcę czynić jakieś konkretne postanowienia. No, może poza
jednym. Nadal chcę żyć wolniej i prościej. Łatwo powiedzieć, dużo trudniej
wykonać. Jednym z takich elementów, aby żyć prościej jest z pewnością naturalna
pielęgnacja. Tak sobie myślę, że mam już za sobą zachwyt przepychem jaki
oferują nam firmy wytwarzające naturalne kosmetyki. Trochę już ich w życiu
zużyłam. Skąd taka refleksja? Zainspirowała mnie do przemyśleń Sandra podarunkiem, który sprawiła mi pod
choinkę. Dostałam od Sandry książkę Klaudyny Hebda „Ziołowy Zakątek.
Kosmetyki, które zrobisz w domu”.
Wiem, że znacie tę książkę. Fantastyczna publikacja dla osób
, które połknęły bakcyla domowych kosmetyków. Uważam jednak, że ważne jest coś
jeszcze. Autorka przekazuje nam solidną wiedzę na temat surowców roślinnych,
maseł, olejów, olejków eterycznych.
Systematyzuje i porządkuje.
Tak sobie myślę, że przygotowane w domu kosmetyki nie
odbiegają od tych zakupionych w sklepach. Może nawet są lepsze od nich?
Na początek wypatrzyłam sobie kilka przepisów (chcecie posty
o przygotowywaniu kosmetyków?) Mam to szczęście, że wiele roślinnych surowców
dostarcza mi ogród. Róże, nagietki, lawenda, rumianek. Ciekawe czy wytrwam w
postanowieniu upraszczania mojej naturalnej pielęgnacji? Życzcie mi tego w nowym
roku. Prostego życia, bez stresu i pośpiechu.





























