2 maja 2012

To co dobre kończy się ... czyli "Projekt denko" naturalnych kosmetyków według Bianki - odsłona kwietniowa

Dopadła mnie potrzeba napisania postu „denkowego”, „zużyciowego” czy jakby go tam nazwać. Nie wiem czy spodoba się Wam ten post. Po co to robię? Trochę dla siebie, aby zdyscyplinować się w zużywaniu do końca kosmetyków. Nie zdarza się mi często porzucać kosmetyku w połowie opakowania. Czasem jednak przy samym końcu jest ta pokusa. Robię to też dla Was, moje Czytelniczki, aby pokazać, że w naturalnych kosmetykach jest coś dziwnego – nie zużywają się szybko.
Mam tylko kilka pustych opakowań.


Zacznę od mydeł. W ich zużywaniu brała udział cała rodzina czyli 4 osoby.


Oliwkowa klasyczna Feniqia służy nam do mycia rąk, twarzy, ciała, higieny osobistej. Rewelacyjne rodzinne mydło. Kostka o wadze 180 g była z nami ponad dwa miesiące. Lubimy to mydło i już zużywamy następne. Nie pisałam o nim, proste i klasyczne. W wolnej chwili powstanie recenzja.

Mydło eukaliptusowe Feniqii o wadze 75 g wystarczyło na trzy tygodnie. Używane raczej do wieczornej toalety. Pachnąca Feniqia – uwielbiam te małe pachnące cudeńka.

Nie używam żadnych specjalnych kosmetyków do demakijażu poza płynem micelarnym Argile Provence. Zmywam nim tylko oczy (maluję się codziennie). Muszę koniecznie Wam o nim napisać. Butelka 100 ml wystarczyła mi na 2,5 miesiąca.

Wieczorny demakijaż kończę wodą lawendową. Wspaniale koi, łagodzi podrażnienia. Woń lawendy sprawia, że demakijaż staje się seansem aromaterapii. Butelka 200 ml wystarczyła mi na 3 miesiące. Ten hydrolat zawsze muszę mieć. Rozpoczęłam już następną butelkę. Producent zmienił grafikę na opakowaniu. Zawartość jednak pozostała bez zmian.

Na trzy miesiące stosowania (dwa razy dziennie w lutym, w marcu i kwietniu tylko rano) wystarczył mi krem nawilżający z różową glinką Laboessential o pojemności 30 ml.



Moja cera bardzo polubiła ten krem. Producent zaleca, aby krem zużyć w ciągu 2 miesięcy od otwarcia. Kremu wystarczyło mi na miesiąc dłużej. Nic złego się nie działo z kremem. Nie zmienił zapachu ani konsystencji. Teraz używam już innego kremu, wrócę jednak do kremu z różową glinką.

Pozostały jeszcze włosy. Włosy myję co drugi dzień, raz w tygodniu nakładam olej. Lubię produkty z glinką, więc sięgnęłam po szampony z glinką. Szamponu z zieloną glinką Laboessential przeznaczonego do włosów tłustych jeszcze Wam nie opisywałam. Doskonale spisywał się w zmywaniu oleju z włosów. Wydajność dość dobra – 3 miesiące przy stosowaniu 1 raz w tygodniu (mam podejrzenia, że nie tylko ja z niego korzystałam).


Jeden raz w tygodniu nakładałam także odżywkę Alepii na włosy. Moja ukochana odżywka z Alepii skończyła się. W ostatnich miesiącach bardzo ją oszczędzałam widząc, że jest niedostępna. Jest to mój zdecydowany faworyt wśród odżywek. Jej ograniczona dostępność sprawiła, że butelka o pojemności 300 ml wystarczyła mi na 8 miesięcy! Kiedy tylko znowu będzie można ją kupić – obiecuję zdjęcia i recenzję.

Na koniec podliczyłam koszt opisanych kosmetyków – 219, 75 zł (bez rabatu). Czy to dużo czy mało?
Same oceńcie. To mój pierwszy post typu „denko”. Jeśli taka jego forma przypadła moim Czytelniczkom do gustu, będę kontynuować jego formułę w następnych miesiącach.

Z opisanych kosmetyków zrecenzowałam:
Mydło eukaliptusowe Feniqia


Moje kosmetyki kupuję w Biolanderze!
Z kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!

9 komentarzy:

  1. spore denko, kompletnie nie znam tych kosmetykow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się zebrało. Może na początek woda lawendowa ?

      Usuń
  2. Coraz bardziej mi się podoba ten projekt denko.
    Niby nie mam jakiejś strasznej manii zapełniania łazienki (i lodówki) licznymi zakupami, ale... mam bardzo małą łazienkę i może dobrze by jej zrobił mój udział w takim "wyzwaniu"?

    Życzę powodzenia w zużywaniu! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele kosmetyków kusi. Staram się jednak być oszczędna i przez to eko, sta ten projekt. Kupuję i do końca zużywam :)

      Usuń
  3. Powiem Ci, że rozpuszczałam je w ciepłej wodzie (ok.1/4 kostki) i dodawałam coś do smaku np. galaretkę ale mimo to ciężko było :(. Ja bym się surowych w życiu nie odważyła zjeść, mój tata chyba chciał mi po prostu dodać odwagi w piciu :D.
    A polecam się na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad po sobie... Będzie mi miło przeczytać. Jeśli chcesz zapytać - pytaj. Chętnie odpowiem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...