4 listopada 2011

... aby zachować urodę ulubionych książek...

Nie napiszę o nowej wodzie kwiatowej, zmysłowo pachnącym mydle czy ulubionym innym kosmetyku. Proponuję poświęcić kilka chwil „pielęgnacji” naszych .... książek. 
 
Lubię książki. Mój księgozbiór wciąż powiększam. Przez lata nazbierało się trochę woluminów. Niektóre z nich są moimi równolotakami.
Starzeją się. Ich uroda także przemija. Kartki pożółkły, a papier nie pachnie już tak przyjemnie....

Nieopatrznie pożyczyłam kilka książek palaczowi. Błąd karygodny! A błędy trzeba naprawiać. Znalazłam sposób na niezbyt przyjemny zapach starych książek. Pomiędzy kartki wkładam pasek... papieru ormiańskiego.

Papier ormiański, a właściwie jego protoplasta – spalana żywica benzoesowa, jest jedną z najstarszych metod skutecznej dezynfekcji.


Piękne rzeczy powstają z pasji tworzenia, z mariażu przygody i nauki. Wielu ciekawym rzeczom, bez których nie potrafimy obecnie żyć początek dały podróże. Tak było i z Auguste'm Ponsot. Pod koniec XIX wieku podróżował on po Armenii. Tam spostrzegł , że miejscowi ludzie dezynfekują i odświeżają swoje domy poprzez spalenie żywicy benzoesowej. Po powrocie z podróży wespół z farmaceutą Henri Rivier'em połączyli siły i wymyślili ciekawy sposób, aby spalać żywicę w trochę bardziej nowoczesny sposób niż czynili to Ormianie.

Żywicę benzoesową rozpuścili w alkoholu (wspaniała woń), dodali do tego jeszcze kilka aromatów i powstał pachnący płyn. W płynie tym namoczyli specjalnie preparowany papier. Musiał się on tlić pardzo powoli. Swój wynalazek nazwali papier d'Armenie.

Papier ormiański od roku 1885 wytwarzany jest w małym francuskim miasteczku Montrouge.

Używając tego pachnącego papieru do nawaniania pomieszceń należy mały pasek oderwać z książeczki, złożyć w harmonijkę i zapalony położyć w popielniczce. Będzie się tlił przez kilka minut. Zapach pozostanie na wiele godzin! 


Szkoda mi jednak pachnące paski papieru obrócić w popiół. Nie palę ich, aby nacieszyć się wonią żywicy benzoesowej.

Papier ormiański to perfumy moich książek. Nadaje im piękny, ciepły zapach. Książki pachną wanilią, różą, bursztynem.

Zatrzymam się jeszcze przy żywicy benzoesowej. Uzyskuje się ją z dziko rosnącego drzewa o nazwie styrakowiec benzoesowy (Stryrax benzoin Dryander). Dominuje ono w okołorównikowych lasach Azji (od Indii aż po Indonezję) oraz na Sumatrze.

Żywicę benzoesową sumatrzańską (Rezina Benzoe Sumatra) nazywaną też balsamem sumatrzański otrzymuje się po zranieniu pni i gałęzi drzewa. Przemysł farmaceutyczny zaaodoptował tę żywicę jako środek bakteriobójczy. Z żywicy sporządza się także nalewkę, taką jaką sporządził Henri Rivier. Służy ona nastęnie do aromatyzaowania maści, mazideł i kremów. Styrakowce używane są także w przemyśle perfumeryjnym oraz do wyrobu trociczek i kadzideł.

Lubię ciepłe, mocne wonie. Moje książki także! 

Papier d'Armenie kupiłam w Biolanderze.
Zapraszam na zakupy.
Z moim kodem rabatowy ep-0882 - 5 % taniej!


5 komentarzy:

  1. Uwielbiam piękne zapachy do domu - świece i kadzidła. Ten papier widzę pierwszy raz - wygląda fajnie. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie papier ormiański to także było wielkie odkrycie. W Polsce jest raczej mało znany, mimo tego, że od ponad wieku jest wytwarzany. Lubię jego ciepły zapach. Wersja różana, która mam jest taka "kadzidłowa". Bardzo przyjemna na jesień. No i książki pozbyły się iemiłego zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo za informację :)
    Jak coś skombinujesz to pisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kocham swoje książki i kocham ich zapach starości. Lubię gdy z wiekiem żółkną kartki, dla mnie książka ma wtedy duszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ciekawy post. Karteczki zapachowe. Zachęciłaś mnie:)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad po sobie... Będzie mi miło przeczytać. Jeśli chcesz zapytać - pytaj. Chętnie odpowiem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...