2 sierpnia 2012

To co dobre kończy się .... czyli „Projekt denko naturalnych kosmetyków” według Bianki - odsłona lipcowa

Czas szybko biegnie. A moje naturalne kosmetyki wcale tak szybko się nie zużywają. To zdecydowany atut. Są takie, które znikają szybko. Wiadomo tymi ostatnimi są mydła. Są i takie kosmetyk, które towarzyszą mi znacznie dłużej.


Wczesne lato to czas, kiedy oczarowują nas kwitnące róże. Ja uwielbiam szczególnie te dzikie, na skraju pól i łąk. Królowało, więc w mojej łazience typowo kobiece różane mydełko Eglantine (klik).
Trudno, aby męska cześć rodziny była tym zachwycona. Róża może nie znajdowała aprobaty z powodu typowo kobiecego pudrowego zapachu, ale glinka biała z nutą świeżych cytrusów znalazła uznanie. Ja też byłam z tego mydełka z białą glinką  zadowolona (klik).



Skończyła się także Alepia z czerwoną glinką (klik). Bardzo pomogła mojej cerze  w walce ze skutkami wiosennego odtruwania organizmu. W ostatnim czasie sporadycznie sięgałam po to mydełko. Uważam, że to numer jeden do zadań specjalnych.
 
Jestem wielką admiratorką hydrolatów. Co jakiś czas zobaczycie pustą szafirową butelkę charakterystyczną dla Argile Provence. Tym razem skończyła się lawenda (klik).To mój ulubiony hydrolat do wieczornej pielęgnacji cery.

Kilka dni temu zobaczyłam także dno w małej butelce płynu micelarnego Argile Provence. 100 ml wystarczyło mi na prawie 3 miesiące. Jak już wcześniej wspominałam płynem tym zmywam tylko makijaż oczu. Szukając wpisu na blogu na jego temat uświadomiłam sobie, ze jeszcze tego produktu Wam nie zrecenzowałam. To wielkie niedopatrzenie z mojej strony. Miałam napisać już dawno.
 
Gapa ze mnie potworna. Przez trzy miesiące stosowałam świetny krem na dzień i też nie wspomniałam Wam o tym ani słowem. Chodzi mi o Pur Aloe Odżywczy krem do twarzy z 35 % zawartością soku z aloesu od Ciel d’Azur en Provence. Mam cerę mieszaną. Krem ten bardzo dobrze sprawdzał się pod makijażem. Dzisiaj chciałam przygotować recenzję, a tu przykra niespodzianka. Nie mam zdjęć. Puste opakowanie niestety nie nadaje się na modelkę.

W pielęgnacji ust przez ostatnie miesiące towarzyszyło mi masło karite o smakowitym waniliowym zapachu (klik). Wydawać się może, że 5 ml to bardzo mało. Masło jest jednak bardzo wydajne. Stosowałam je od końca zimy. To przecież prawie pół roku. Stąd wniosek, że na miesiąc potrzebowałam 1 ml. Warto kupić to maleństwo.

Zakochałam się w Morzu Martwym, a właściwie w błocie pochodzącym z jego wybrzeży (klik). Nigdy wcześniej nie stosowałam błota pachnącego solą i wodorostami. Doświadczenie dla mnie było niesamowite. Taką błotną maseczkę nakładam najczęściej podczas kąpieli w wannie. Wystarczyło zamknąć oczy, aby przenieść się setki kilometrów na dziką plażę gdzieś w Jordanii.


Wspominałam już, że do ciała nie używam balsamów. Wolę olejki lub masło karite. Bardzo lubię też pachnące kosmetyki. Oczywistym jest, że nie mogłam nie mieć olejku o zapachu jaśminu (klik).


Taki pachnący olejek nie jest kosmetykiem do stosowania na co dzień. Szybko by spowszedniał. Olejek stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Stworzyłam sobie swój mały jaśminowy rytuał. Uwielbiam Feniqię za magię, którą wnosi w codzienność dzięki zapachom.
Pewnie dziwicie się, dlaczego tak mało zużywam kosmetyków do włosów.  Używam szamponu z pokrzywy Douce Nature. Litr szamponu wystarcza naprawdę na długo. Skończyła się jednak moja jedna z ulubionych odżywek. Nazywam ją werbenową (klik) z powodu jej zapachu. Wystarczyła mi na pół roku.

Wśród zużytych kosmetyków nie ma takiego, który by mnie rozczarował. Hydrolat lawendowy ma u mnie ugruntowaną pozycję. Tak jak micel. Kea Karite to dobra marka. Pamiętajmy, że kupując te produkty pomagamy kobietom z Mali. Olejek Feniqii kupię ponownie. Tylko, że o innej nucie zapachowej. Ciekawa  jestem tego różanego.

Krem z aloesem także jeszcze kupię. I nie zapomnę o zdjęciach do recenzji. Błoto z Morza Martwego to moje odkrycie bieżącego roku. A jeśli chodzi o mydła… w Biolanderze jest taki wybór, że czasem zastanawiam się czy życia wystarczy, aby spróbować każdego.

Czas na finansowe podsumowanie. Koszt kosmetyków to 344,90 zł. Nie jest to oczywiście koszt miesięczny. Wiele z tych kosmetyków używałam około 3 miesięcy. Olejek jaśminowy miałam rok czasu. Do zużyć powinnam dorzucić jeszcze płatki kosmetyczne Douce Nature. Jedno opakowanie wystarcza mi na miesiąc. „Wykończone” kosmetyki mają już swoich następców. Jako klasyczna ciekawska kobieta nie mogę oprzeć się nowościom. A tych w Biolanderze mamy sporo. Czas więc na zakupy.

12 komentarzy:

  1. Jestem na etapie fascynacji naturalną pielęgnacją i właśnie poszukuję idealnego dla siebie hydrolatu. Gdzie zamawiałaś ten lawendowy ? Odwiedzę dzięki Tobie stronę Biolandera i pewnie zostawię tam fortunę ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłam go w Biolanderze. Muszę przyznać, że też zostawiam tam fortunę. Jeśli masz ochotę na zakupy polecam kod rabatowy ep-0882 - to zawsze 5 % taniej. A naturalna pielęgnacja chodź na początku trzeba w nią zainwestować opłaca się :) Zdrowe piękne ciało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. spore denko, gratuluję, ten olejek jaśminowy marzy mi się od dawna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bez przyczyny ma w nazwie "urzekający". Dla miłośników jaśminu.

      Usuń
  4. Imponujące denko. Gratuluję. Widzę, że sobie w lipcu "poużywałaś" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo zużyć :) zainteresował mnie hydrolat lawendowy i olejek jaśminowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego zapraszam do przeczytania recenzji ;)

      Usuń
  6. Kochana, chciałam Ci zadać pytanie na maila, ale nie widzę nigdzie Twojego maila :D a jest to dla mnie ważne i ogromnie pilne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super denko :)Mnie również zainteresowały hydrolaty i olejek jaśminowy :) Mam obecnie parę hydrolatów z biochemi urody i ze zrób sobie krem i już w drodze hydrolat rózany z Melvity ale jak mi się zużyją to pewnie zamówię z Biolandera.

    OdpowiedzUsuń
  8. mam ten płyn micelarny właśnie :) wybrałam w ciemno, ale czuję, że nie będę żałowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jz jestem z niego bardzo zadowolona. Już dawno powinnam napisać recenzję. Muszę przyznać, że wolę opakowanie 100 ml niż to 500 ml. Wiadomo, duże wychodzi taniej, ale małe wygodniejsze w podróży.

      Usuń

Zostaw ślad po sobie... Będzie mi miło przeczytać. Jeśli chcesz zapytać - pytaj. Chętnie odpowiem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...