11 maja 2012

TAG: 11 pytań

Lubię Tagi i z chęcią na nie odpowiadam. Dotarł i do mnie TAG: 11 pytań. W dwóch wersjach.
Od Yummy Mummy Autorki bloga http://www.attilblog.blogspot.com/
i Sandry Autorki bloga www.naturaiuroda.blogspot.com



ZASADY:
1. Po przeczytaniu 11 pytań zadanych przez Taggera odpowiadamy na wszystkie na swoim blogu.

2.Następnie wybierasz 11 osób, które otagujesz i zamieszczasz linki do nich.

3.Tworzysz 11 nowych pytań, na które będą musiały odpowiedzieć osoby otagowane przez Ciebie.

4. Powiadom osoby przez Ciebie wybrane, że zostały otagowane.

5. Dawaj taga osobom, które jeszcze go nie miały. 

Oto zestaw pytań od Yummy Mummy.

1. O jakiej porze dnia zwykle piszesz nowe posty?
Najczęściej piszę wieczorami. Cisza, spokój.

2. Czy przygotowujesz się wcześniej do tworzenia nowych notek?
Tak. Zdjęcia powstają najwcześniej. W zależności czego dotyczy post, przygotowuję się merytorycznie. Czytam o aktywnych składnikach kosmetyku, firmie itd. Zdarza się, że powstają tylko zdjęcia, a notka po kilku tygodniach.

3. Jaki jest Twój ulubiony blog?
Nie mam takiego.

4. Co powoduje, że zaglądasz na inne blogi (np. tematyka, znasz autora itp.?)
Zaglądam na blogi urodowe, szczególnie te o naturalnych kosmetykach.  Kulinarne inspirują mnie. Lubię także blogi literackie. Nie znam osobiście żadnej autorki bloga. Chyba, że nie wiem, o tym, że pisze bloga.
5. Jaki jest Twój ukochany kosmetyk?
Mydło Aleppo a Alepii. Najlepsze na świecie!

6. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Musiałabym wymienić kilka pozycji. Racej skłaniam się ku autorom.

7. Jakie trzy rzeczy zawsze nosisz przy sobie?
Kosmetyczka, kluczyki do samochodu i klucze do biura.

8. Czy masz ulubiony trik urodowy?
Nic mi nie przychodzi do głowy.

9. Który z zakupionych przez Ciebie kosmetyków uważasz na największy bubel?
Na szczęście od lat nie trafiłam na bubel :)

10. Jaki masz sposób na zmęczenie i gorszy nastrój?
Pachnąca kąpiel

11. Jakie miejsce na świecie chciałabyś zobaczyć?
Ciągnie mnie na Bliski Wschód.  Jordania i Petra.


Oto zestaw pytań od Sandry


1. Czy używasz kosmetyków naturalnych? Jeśli tak,  to co Cię do tego skłoniło?
Od dawna używam kosmetyków naturalnych. Mój wybór jest konsekwencją mojego stylu życia blisko natury.

2. Który z kosmetyków naturalnych najbardziej lubisz i cenisz?
Mydło z Aleppo.


3. Czy masz jakieś zwierzę lub zwierzęta?
2 kotki i kocura. Do tego dochodzą sikorki buszujące w ogrodzie i trzmiele, z którymi staram się żyć w przyjaźni. Oczywiście na koty mam jakiś wpływ. Marzy mi się koza.

4. Jakie są Twoje ulubione kwiaty?
Wszystkie. Uwielbiam tulipany, róże i piwonie.


5. W jakim województwie mieszkasz?
Pomorskie

6. Jaki rodzaj muzyki lubisz najbardziej?
Nie ma jednego ulubionego gatunku muzyki, który lubię słuchać.


7. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
Wiosna. Przyroda budzi się do życia.


8. Na wakacje wolisz wyjechać w góry czy nad morze?
Już dawno nie byłam na wakacjach. Lubię i góry i morze. Nad morze mam nawet dość blisko.


9. Czy zdarza Ci się samej robić kosmetyki? Jeśli tak, to jakie?
Raczej nie robię sama kosmetyków. Komponuję tylko olejki do masażu.


10. Czy w swoim domu używasz ekologicznych środków czystości?
Oczywiście.


11. Czy dużo czasu poświęcasz na prowadzenie swojego bloga?
Poświęcam dużo czasu mojemu blogowi. Zdjęcia, notki, merytoryczne podstawy recenzji. Średnią trudno wyliczyć. Czasami to 2 godziny dziennie, a czasami więcej.

Myślę, że odpowiedzi pozwalają bardziej mnie poznać. Na mnie ten TAG chyba się kończy. Widzę, że wszystkie dziewczyny już odpowiedziały na swoje 11 pytań, a nawet więcej.

10 maja 2012

Bądźmy jak Kleopatra – doceniajmy wartość oślego mleka

Ośle mleko w kosmetykach to składnik luksusowy. W Europie mamy nieliczne farmy tych zwierząt. Ich hodowla wymaga umiejętności, wiedzy i doświadczenia. Odpowiednie mleko otrzymuje się od czwartego roku życia oślic, tylko przez jeden rok i tylko w czasie, kiedy ma ona młode. Pozyskiwanie oślego mleka jest więc trudne. W trakcie jednego udoju otrzymuje się zaledwie 0,5 litra mleka.


Ośle mleko zawiera wiele witamin i mikroelementów takich jak: wapń, fosfor, potas, żelazo, cynk, witaminy A, E.C. W jego składzie są także nienasycone kwasy tłuszczowe (Omega-3, Omega-6). Ich zawartość wpływa na absorpcję witamin. Nadają one skórze elastyczność. Łagodzą objawy egzemy i łuszczycy. W oślim mleku mamy także kwas linolonowy, który wchodzi w skład cementu międzykomórkowego oraz ludzkiego sebum zapewniając mu odpowiednią lepkość i gęstość. Mleczne lipidy odżywiają skórę i chronią ją przed promieniowaniem UV. Proteiny z oślego mleka bogate są w aminokwasy. One to pobudzają produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Zatrzymują również wodę w naskórku.

Ośle mleko dodaje skórze elastyczności i jędrności, a tym samym opóźnia efekty starzenia.
Ośle mleko od zawsze było cenione za swoje właściwości nawilżające, hipoalergiczne i lecznicze.
Mydła z oślim mlekiem są niezwykle delikatne. Francuska firma Asinerie de Pierretoun daje nam mydło, w którym jest 5 % oślego mleka. W procesie wytwarzania firma używa świeżego mleka, gdyż takie ma najwyższą pielęgnacyjną wartość. Mydło w połączeniu z wodą daje delikatną jedwabistą pianę. Pięknie pachnie delikatnymi dzikimi różami.


Mydło zapakowane jest w celofan (aby chronić zapach) oraz kartonik z charakterystycznym motywem dziewczyny i osła.

Ciepłe dni sprawiają, że coraz częściej myślimy o wakacjach. Być może na szlaku letnich wędrówek będzie Kraj Basków z jedną z piękniejszych francuskich wsi La Bastide Clairence. Słynie ona ze swojej hodowli osłów i tego właśnie mydła. A jeśli nie po drodze nam Francja ... zapraszam do Biolandera

Nie zazdrośćmy Kleopatrze
Sięgnijmy po mydła Asinerie de Pierretoun

Z moim kodem rabatowy ep-0882 - 5 % taniej!


6 maja 2012

KONKURS: U BIANKI W OGRODZIE ....

Chciałabym zaproponować Wam dzisiaj zabawę – udział w konkursie:

U BIANKI W OGRODZIE

Niejedna z Was pewnie domyśla się, że jestem wielką miłośniczką przyrody, rośLin, szeroko rozumianej Natury. Jestem tą szczęściarą, że mam własny ogród. W moim ogrodzie znajdziecie wszystko: kwiaty, warzywa, owoce, chwasty. Mam także kilka ogrodowych rarytasów. Ostatnie ciepłe dni sprawiły, że ogród kipi kolorami. Zakwita wszystko. Kwiaty i drzewa. Zapraszam Was na spacer po moim ogrodzie. Odgadnijcie jakie rośliny zaprezentowano na zdjęciach.

Zasady konkursu:

1 ) Konkurs trwa od 06.05.2012 do 19.05.2012 (włącznie) do godziny 24 : 00

2 ) Zadanie konkursowe polega odgadnięciu jakie kwiaty, krzewy, zioła i chwasty zaprezentowano na poniższych zdjęciach (17 różnych roślin).


1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.
9.
10.

11.
12.

13.

14.
 15.
 16.
17.

3 ) Warunki do udziału w konkursie:
Dołączenie do grona publicznych obserwatorów bloga Naturalna Bianka

Nadesłanie odpowiedzi na zadanie konkursowe na adres: naturalna-bianka@o2.pl

Pod notką konkursową na blogu należy zamieścić:

  • Obserwuję blog jako.... ( nazwa użytkownika )


4) Jeśli:
Polubicie profil Biolander Kosmetyki Naturalne i Bio na Facebooku
Polubicie profil Naturalna Bianka na Facebooku
będzie mi bardzo miło (nie jest to warunek konieczny).
Dajcie znać pod notką konkursową.


Laureaci konkursu zostaną wyłonieni ze wszystkich nadesłanych odpowiedzi.
Wiem, że zadanie nie jest łatwe.  Nie liczy się ilość odgadniętych roślin. Nawet jeśli tylko rozpoznacie tulipany – piszcie.

Nagrodami w konkursie będą ... To niespodzianka. Dzisiaj przyglądajcie się roślinom.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu 3 dni od daty jego zakończenia.
Zapraszam do zabawy i powodzenia!

Otwieram herbaciarnię ...

Z tym otwarciem herbaciarni to oczywiście żart. Chociaż po ilości zakupionych przeze mnie ostatnio herbat można by tak wnosić. Nie umiem zdecydować czy wolę herbatę czy kawę. Piję bowiem i kawę i herbatę. Herbaty ziołowe i zielone towarzyszą mi każdego dnia. Z wielką radością powitałam pojawienie się dużego wyboru herbat w Biolanderze.




Herbaty Touch Organic pochodzą z certyfikowanych upraw ekologicznych w Wuyang w południowo-wschodnich Chinach. Pakowane są w certyfikowanym zakładzie w Shenzhen. Cały cykl produkcyjny przebiega z poszanowaniem ludzi i środowiska. W uprawach nie stosuję się pestycydów, herbicydów, chemicznych, szkodliwych nawozów. Posiadają certyfikat Ecocert i AB.



Herbaty pakowane są w oddzielne saszetki dla zachowania aromatu.
Torebka papierowa nie jest wybielana, nie posiada spinacza.

Myślę, że o walorach zielonej herbaty nie trzeba nikogo przekonywać.
Dowiedziono, że zielona herbata zawiera m.in. witaminy A, B, B2, C, E, K oraz wiele minerałów i mikroelementów (fluor, żelazo, sód, wapń, potas, cynk). Składniki odkryte w zielonej herbacie umożliwiają skuteczną walkę z nękającymi nas dolegliwościami.

Lista dobroczynnego działania zielonej herbaty na nasz organizm jest dość długa. Japończycy wymieniają aż 61 dolegliwości, w leczeniu których napój ten może być pomocny, m.in.:
  • chroni przed zawałem serca,
  • łagodnie stymuluje krążenie,
  • zapobiega zwężaniu się naczyń krwionośnych,
  • obniża poziom cholesterolu,
  • zmniejsza ryzyko zachorowań na raka,
  • wzmacnia zęby i kości, zapobiega próchnicy
  • reguluje procesy trawienne.
Japońscy naukowcy wierzą także, że w zielonej herbacie tkwi tajemnica długiego życia. Zawarte w niej składniki wpływają bowiem hamująco na procesy starzenia się organizmu.
Zamiast rozpisywać się o walorach zielonej herbaty idę przygotować sobie kubek tego cennego napoju. Jedną rzecz tylko dodam, nie znajdziecie nigdzie dobrej herbaty w tak korzystnej cenie. Za 20 lub 24 saszetki zapłacicie 12 zł (bez rabatu).
W Biolanderze każdy wybierze odpowiednią herbatę dla siebie!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!

4 maja 2012

Nadmorskie smaki - błoto z Morza Martwego

Widok srebrzącej się tafli wód Morza Martwego jest niezapomniany. Każda kobieta odwiedzająca ten dziki i fascynujący region naszej planety zapragnie przeniesienia nadmorskiego klimatu ... do swojej łazienki. Morze Martwe fasynuje i urzeka. Leczy i pielęgnuje. Sól i błoto z Morza Martwego to najpopularniejsze kosmetyki. Takie kosmetyki ma w swojej ofercie Alepia.


Czarne błoto kosmetyczne z Morza Martwego jest naturalnym szlamem morskim pozyskiwanym z dna morza. Błoto z Morza Martwego jest mieszanką pierwiastków i minerałów występujących w wodzie, a także składników organicznych występujących wzdłuż linii brzegowej. Błoto ma konsystencję zbliżoną do mokrej glinki. Zapachem przypomina muł rzeczny z domieszką soli. Jest to dość specyficzny zapach. Od wieków błoto wydobywa się ręcznie.
Czarne błoto zawiera unikalny kompleks składników mineralnych: potas, wapń, magnez, sód, żelazo, bromki, dwuwęglany, siarczany, chlorki, fluor, jod i inne oraz kaolin.

Błoto z Morza Martwego stosuje się w przypadku różnego rodzaju problemów dermatologicznych (łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, bielactwo). Pomocne będzie w leczeniu trądziku. Nakładane na całe ciało błoto skutecznie poradzi sobie cellulitem i rozstępami.
Oprócz właściwości typowo kosmetycznych ma wiele zastosowań leczniczych. Ciepłe okłady można stosować w chorobach reumatycznych. Błoto także poprawia krążenie krwi.
Skupię się tylko na kosmetycznym działaniu błota. Lubię wszelkie glinkowe maseczki. Nie mogło więc w mojej pielęgnacji zabraknąć maski z błota z Morza Martwego. Mam cerę mieszaną ze skłonnością do przetłuszczania się w strefie T. Maska błotna powinna dobrze zadziałać na moją cerę.

Maskę nakładam cienką warstewką na twarz, szyję, dekolt i ramiona. Jeśli pierwszy raz nakładamy błoto wystarczy, że potrzymamy maskę tylko 2 – 3 minuty. Błoto jest produktem silnie działającym. Z czasem możemy maskę trzymać na twarzy 10 minut. Błoto nie zasycha tak jak maseczki z glinki. Po jego użyciu pojawi się pieczenie i zaczerwienienie. Jest to zupełnie naturalna reakcja skóry. Gdyby jednak pojawił się obrzęk należy ze stosowania maski z błota zrezygnować. U mnie sprawdza się dobrze. Po zmyciu ciepłą wodą skóra twarzy jest zaróżowiona i odrobinę szczypie. Jest wspaniale oczyszczona i napięta. Muszę przyznać, że odstawiłam inne maseczki. Błota używam od trzech tygodni. Dwa razy w tygodniu mojej skórze twarzy wystarczy. Błoto dobrze oczyszcza, zwłaszcza strefę T mającą tendencję do lekkiego świecenia się. Suchych partii skóry nie przesusza. Nakładając tę maskę trzeba starannie omijać okolice oczu i ust. Błoto jest wyjątkowo słone (spróbowałam). Czegóż to jednak nie robi się dla urody?

Rozkoszujcie się nadmorskimi smakami w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep -0882 – 5 % taniej!

3 maja 2012

Lekcja geografii - wyprawa nad Morze Martwe

Jedną z moich geograficznych fascynacji jest Morze Martwe. Fascynuje mnie ten region dzikiej, egzotycznej przyrody. Z jednej strony ubogiej w życie, a z drugiej bogatej w sól stanowiącą o życiu.


Morze Martwe będące słonym bezodpływowym jeziorem leży w północnej części tektonicznego Rowu Jordanu- ryftu ciągnącego się na południe do Afryki Wschodniej, na pograniczu Izraela i Jordanii. Znajduje się między wysokimi klifami i górami. Od strony zachodniej wznoszą się Góry Judzkie, a od wschodniej Płaskowyż Moabski. Około 17 tysięcy lat temu poziom jeziora był tak wysoki, że łączyło się ono na północy z Jeziorem Tyberiadzkim.


Szczególny charakter tego akwenu wynika z faktu, iż jest on bezodpływowy, co z kolei jest spowodowane położeniem w najniższym punkcie najgłębszej depresji za Ziemi. Obecnie lustro wody znajduje się 418 m p.p.m. Kryptodepresja sięga 817 m p.p.m. Maksymalna głebokość to 399 metrów. Powierzchnia tego bezodpływowego jeziora wynosi 1020 km. Linia brzegowa jest dość wyrównana, z wyjętkiem półwyspu Lisan, dzielącego Morze Martwe na część głębszą północną i płytszą południową (ok. 6 m głębokości). Długość jeziora rozciągającego się południkowo wynosi 76 km, a szerokość 4,5-16 km. Ponieważ jezioro jest tak nisko położone, nie wypływa z niego żadna rzeka. Morze Martwe zasilane jest wodami Jordanu oraz mniejszych potoków spływających z okolicznych wzgórz. Wody Morza Martwego intensywnie parują. Wynika to z lokalnych warunków klimatycznych. Ocenia się, że tygodniowo lustro wody obniża się o 25 milimetrów. Efektem tak intensywnego parowania jest stały wzrost stężenia składników mineralnych, takich jak wapń, magnez i potas. Zasolenie wód kształtuje się na poziomie 28 %. W związku z tak dużym zasoleniem w Morzu Martwym nie ma prawie życia organicznego.

Niespotykane właściwości Morza Martwego przez wieki inspirowały do komentarzy. Pielgrzym z Bordeaux, odwiedzający te strony w IV wieku tak pisał: „Woda jego jest okropnie gorzka, nie mam w nim ryb i nie pływają po nim żadne statki. Każdego, kto próbuje w nim pływać, woda odwraca do góry nogami”. Morze Martwe kojarzone było z biblijnymi opowieściami o Sodomie i Gomorze, które kiedyś leżały nad jego brzegami. Dlatego też bywa nazywane Morzem Sodomy lub Morzem Lota. Wspominali o nim Arystoteles i Strabon, nazywając je „jeziorem asfaltowym”. Na powierzchni wody pojawiają się grudy bitumitu (asfaltu). Jest to jedno z najbardziej intrygujących zjawisk Morza Martwego. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że asfalt wydostaje się z głębi ziemi poprzez szczeliny lub struktury zwane diapirami. Gdy dotrze do dna morza i uwolni się od soli wypływa na powierzchnię.


W starożytności zachęcono do picia wody w przekonaniu, że ma właściwości lecznicze. Dzisiaj już się tego nie zaleca, uważa się natomiast, że słona woda oczyszcza organizm. Znane są natomiast inne właściwości tego rejonu. Na tak nisko położonym terenie powietrze bogatsze jest w tlen i mikroelementy. Dodatkowo nasycone jest bromkami. Wykorzystuje się również lecznicze działanie wód i osadów błotnych. Unikalne właściwości lecznicze błota z Morza Martwego znane były od ponad dwóch tysięcy lat. Zawiera ono 26 minerałów, w tym między innymi: potas, magnez, cynk, wapno, chrom, żelazo, chlorki, lit i bar. Absorbuje zanieczyszczenia i tłuszcz pozostające na skórze jednocześnie odprężając skórę i mięśnie. Wygładza, odżywia i ujędrnia skórę. Z wyprawy nad Morze Martwe warto przywieść błoto i sól. O nich napiszę innym razem.

2 maja 2012

To co dobre kończy się ... czyli "Projekt denko" naturalnych kosmetyków według Bianki - odsłona kwietniowa

Dopadła mnie potrzeba napisania postu „denkowego”, „zużyciowego” czy jakby go tam nazwać. Nie wiem czy spodoba się Wam ten post. Po co to robię? Trochę dla siebie, aby zdyscyplinować się w zużywaniu do końca kosmetyków. Nie zdarza się mi często porzucać kosmetyku w połowie opakowania. Czasem jednak przy samym końcu jest ta pokusa. Robię to też dla Was, moje Czytelniczki, aby pokazać, że w naturalnych kosmetykach jest coś dziwnego – nie zużywają się szybko.
Mam tylko kilka pustych opakowań.


Zacznę od mydeł. W ich zużywaniu brała udział cała rodzina czyli 4 osoby.


Oliwkowa klasyczna Feniqia służy nam do mycia rąk, twarzy, ciała, higieny osobistej. Rewelacyjne rodzinne mydło. Kostka o wadze 180 g była z nami ponad dwa miesiące. Lubimy to mydło i już zużywamy następne. Nie pisałam o nim, proste i klasyczne. W wolnej chwili powstanie recenzja.

Mydło eukaliptusowe Feniqii o wadze 75 g wystarczyło na trzy tygodnie. Używane raczej do wieczornej toalety. Pachnąca Feniqia – uwielbiam te małe pachnące cudeńka.

Nie używam żadnych specjalnych kosmetyków do demakijażu poza płynem micelarnym Argile Provence. Zmywam nim tylko oczy (maluję się codziennie). Muszę koniecznie Wam o nim napisać. Butelka 100 ml wystarczyła mi na 2,5 miesiąca.

Wieczorny demakijaż kończę wodą lawendową. Wspaniale koi, łagodzi podrażnienia. Woń lawendy sprawia, że demakijaż staje się seansem aromaterapii. Butelka 200 ml wystarczyła mi na 3 miesiące. Ten hydrolat zawsze muszę mieć. Rozpoczęłam już następną butelkę. Producent zmienił grafikę na opakowaniu. Zawartość jednak pozostała bez zmian.

Na trzy miesiące stosowania (dwa razy dziennie w lutym, w marcu i kwietniu tylko rano) wystarczył mi krem nawilżający z różową glinką Laboessential o pojemności 30 ml.



Moja cera bardzo polubiła ten krem. Producent zaleca, aby krem zużyć w ciągu 2 miesięcy od otwarcia. Kremu wystarczyło mi na miesiąc dłużej. Nic złego się nie działo z kremem. Nie zmienił zapachu ani konsystencji. Teraz używam już innego kremu, wrócę jednak do kremu z różową glinką.

Pozostały jeszcze włosy. Włosy myję co drugi dzień, raz w tygodniu nakładam olej. Lubię produkty z glinką, więc sięgnęłam po szampony z glinką. Szamponu z zieloną glinką Laboessential przeznaczonego do włosów tłustych jeszcze Wam nie opisywałam. Doskonale spisywał się w zmywaniu oleju z włosów. Wydajność dość dobra – 3 miesiące przy stosowaniu 1 raz w tygodniu (mam podejrzenia, że nie tylko ja z niego korzystałam).


Jeden raz w tygodniu nakładałam także odżywkę Alepii na włosy. Moja ukochana odżywka z Alepii skończyła się. W ostatnich miesiącach bardzo ją oszczędzałam widząc, że jest niedostępna. Jest to mój zdecydowany faworyt wśród odżywek. Jej ograniczona dostępność sprawiła, że butelka o pojemności 300 ml wystarczyła mi na 8 miesięcy! Kiedy tylko znowu będzie można ją kupić – obiecuję zdjęcia i recenzję.

Na koniec podliczyłam koszt opisanych kosmetyków – 219, 75 zł (bez rabatu). Czy to dużo czy mało?
Same oceńcie. To mój pierwszy post typu „denko”. Jeśli taka jego forma przypadła moim Czytelniczkom do gustu, będę kontynuować jego formułę w następnych miesiącach.

Z opisanych kosmetyków zrecenzowałam:
Mydło eukaliptusowe Feniqia


Moje kosmetyki kupuję w Biolanderze!
Z kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!

1 maja 2012

Zdrowie ukryte w pokrzywie

Święto pracy, tak jak przystało, uczciłam ciężką pracą. W ogrodzie. Na koniec dnia odwiedziłam dziki zakątek, w którym króluje pokrzywa. Nie jest to wynik mojego zaniedbania. Zostawiłam dla pokrzywy to miejsce, aby mogła swobodnie rosnąć. Odwiedziłam ten mój dziki zakątek, aby zerwać kilka gałązek na herbatkę. Uwielbiam herbatę ze świeżej majowej pokrzywy! Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o tej roślinie oraz zachęcić do czerpania z niej siły i zdrowia.


W hierarchii wszystkich ziół, jakie kiedykolwiek znała ludzkość, pokrzywa (Urtica dioica) zajmuje miejsce szczególne.

Jak wiadomo pokrzywa „parzy”. Ten fakt znalazł odbicie w jej naukowej nazwie rodzajowej Urtica, pochodzącej od łacińskiego słowa urere (palić, parzyć). Któż z nas nie zna pokrzywy?

Ziołolecznictwo za najwartościowsze uznaje pokrzywy zbierane w maju do połowy czerwca.
Ziele pokrzywy pobudza przemianę materii, ma działanie moczopędne, ułatwia usuwanie kwasu moczowego i jest stosowana do przepłukiwania organizmu w stanach zapalnych dróg moczowych i chorobach skóry.

Liście pokrzywy zawierają imponujące ilości substancji aktywnych. W ich skład wchodzą aminokwasy i kwasy organiczne, witaminy (B2, B5, C, E, F, K), barwniki (karotenoidy) oraz liczne pierwiastki śladowe (wapń, żelazo, miedź, cynk, mangan, krzem).

Badania wykazały krwiotwórcze właściwości ziela pokrzywy w wypadku lekkiej niedokrwistości (anemii), gdyż żelazo znajdujące się w roślinie jest wyjątkowo dobrze przyswajalne. Pokrzywa wspaniale wzmacnia organizm w stanach wyczerpania.

O pokrzywie można napisać całe księgi. Pierwszą księgę na jej temat wydano już w roku 1723. Przez stulecia pokrzywa obecna była w zielnikach wielkich lekarzy. Nie mogli się bez niej obejść Dioskurides, Galen, święta Hildegarda. W XIX wieku pokrzywa popadła w zapomnienie. Czekała ponad pół wieku na ponowne odkrycie. Obecnie pokrzywa wchodzi w skład wielu leków. Nie wybieram gotowych preparatów.

Każdego roku z utęsknieniem czekam na maj, aby móc rozpocząć pokrzywowe kuracje.


Na początek chciałabym zaproponować herbatkę ze świeżych liści pokrzywy.

Na litr wody potrzebujemy sporą garść pokrzywy.



Zalewam wrzątkiem i po 15 minut napar jest gotowy do picia.





Pokrzywowa herbatka ze świeżego ziela ma seledynową barwę. Jej smak jest lekko ananasowy, zwłaszcza po dodaniu odrobiny miodu.


Przez cały maj będę zbierać pokrzywę i pić ją na zdrowie. I Wam polecam.
Pokrzywę naprawdę da się lubić!


Delektując się drogocennym dla zdrowia naparem przytoczę Wam słowa Ks. Jana Twardowskiego:

"Nie parzysz - masz tylko gorączkę
bo kochasz do końca na żywo
ściskam Ciebie za rączkę
z mego zielnika
pokrzywo."

29 kwietnia 2012

W różanym ogrodzie czy pod urokiem purpurowej piwonii ... czyli o błyszczyku Benecos

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez pomalowanych ust. Lubię także dostawać upominki. Nawet najdrobniejszy jeśli jest naturalnym kosmetykiem bardzo cieszy.
Usta maluję najczęściej błyszczykami. Pewnie to z powodu tego, że certyfikowane błyszczyki można znaleźć w ofertach wielu firm.
Bardzo ucieszył mnie otrzymany błyszczyk w kolorze rose garden Benecos.



Doskonale wpasowuje się w gamę moich ulubionych kolorów. Muszę przyznać, że poza pomadką Benecos nie używałam kolorówki tej firmy. Zupełnie niesłusznie, bo Benecos to dobre i tanie kolorowe kosmetyki.
Ta niemiecka firma jest producentem kosmetyków najnowszej generacji i najwyższej jakości. Stanowią połączenie najczystszych surowców mineralnych i olejów roślinnych. Kosmetyki Benecos nie zawierają syntetycznych barwników, środków zapachowych i konserwujących, sylikonów i substancji na bazie olejów mineralnych. Kosmetyki posiadają certyfikat jakości BDIH.


Błyszczyk w swoim składzie zawiera m.in. olej rycynowy, wosk pszczeli i olej słonecznikowy. Dzięki nim usta są doskonale nawilżone i odżywione. Błyszczyk jest dość gęsty. Dobrze się go nakłada i ładnie rozprowadza. Nie klei się na ustach. Delikatnie błyszczy, ma dobrą kryjącą pigmentację. Usta pięknie wyglądają. Zapach jest mało wyczuwalny. Można go określić jako zapach olejów, z których został wykonany. Smaku nie wyczuwam. Na ustach pozostaje około 1,5 godziny. Kolor „rose garden” to ciemny róż. Mnie raczej jego barwa kojarzy się z purpurowymi piwoniami, na których kwitnienie czekam każdego roku.

Kosmetyki Benecos do kupienia w Biolanderze!
W moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...