29 sierpnia 2012

100 % Natury ... czyli o nawilżającej odżywce od Argile Provence

Nawet wśród naturalnych kosmetyków nie zdarza się często, aby wszystkie składniki kosmetyku były naturalne.  W najlepszych kosmetykach mamy 99,2 % naturalnych składników. Pozostała cześć to z reguły konserwanty, bezpieczne, dopuszczone przez Ecocert. Ale 100 % Natury? To możliwe! Takim kosmetykiem jest Odżywka nawilżająca Argile Provence.
 
 
 
Być może moi Czytelnicy są zdumieni tym, że znowu piszę o odżywce. Niedawno przecież pisałam o odżywce alepowej.  Muszę Wam jednak napisać, jak podchodzę do pielęgnacji włosów. Oczywiście nakładam na włosy oleje. Myję włosy co drugi dzień. Zawsze używam szamponu i odżywki. Jeśli używam szamponu Alepii, to i takiej odżywki. Jeśli szampon jest od Argile Provence to i odżywka jest tej samej marki. Myślę, że producenci tak komponują swoje produkty, aby się one uzupełniały. Ot taka moja filozofia.
Wróćmy do odżywki. Ma ona wybitnie nawilżający charakter. Wykorzystano w niej wyciąg z owoców czarnej porzeczki. Zawiera on pektyny, garbniki, antocyjany. Bogaty jest w witaminę C, witaminy z grupy B oraz sole mineralne.
Odżywka bogata jest w oleje. Jest w niej olej rycynowy, słonecznikowy, z pestek winogron. Jest także masło kakaowe i masło karite. Oleje bogate są w nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas linolowy oraz witaminę E. Na powierzchni skóry i włosów tworzą one warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry i włosów. Pomagają odbudować barierę lipidową. Masło karite dodatkowo wygładza włosy i nadaje im połysk.  Masło kakaowe uelastycznia i natłuszcza suche włosy.
 
 
Odżywka ma bardzo bogaty skład. A ja mam włosy dość trudne w pielęgnacji. U nasady lubią się przetłuszczać, a końce są suche. Nie jest łatwo pielęgnować takie włosy. Ta odżywka jednak ich nie obciąża. Włosy dobrze się rozczesują i układają. Są nawilżone. Ciepłe powietrze sucharki im nie szkodzi. Odżywka delikatnie pachnie porzeczką. Jej owocowy zapach to dodatkowa zaleta.
Dodam tylko, że 100 % składników tej odżywki jest pochodzenia naturalnego; 37,60 % pochodzi z rolnictwa biologicznego. Certyfikat Ecocert w pełni zasłużony!
 
Pielęgnujmy urodę w zgodzie z Naturą !
Możliwe jest to z kosmetykami z Biolandera!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 - 5 % taniej!
 
 

27 sierpnia 2012

Blond włosy kochają rumianek ... czyli o szamponie Argile Provence z białą glinką i rumiankiem

Rumianek od wieków znany jest ze swoich właściwości rozjaśniających i nadających blask jasnym włosom. Mam jasne włosy i dlatego bardzo lubię szampony z rumiankiem.
 
Jednym z moich ulubionych jest Szampon do włosów jasnych Argile Provence.
 
 
Formuła tego szamponu oparta jest na oleju kokosowym i glukozie. Podstawowym detergentem, który znajdziemy w składzie jest ammonium lauryl sulfate (ALS). Jest to łagodny środek powierzchniowo czynny. Pozyskuje się go w naturalny sposób z oleju kokosowego lub palmowego. Jest przyjazny dla naszej skóry, nie powoduje podrażnień i uczuleń. Łatwo ulega biodegradacji. Drugim środkiem myjącym jest cocamidopropyl betaine. Należy on także do środków powierzchniowo czynnych pochodzenia roślinnego.
 
 
Ważnymi składnikami tego szamponu jest glinka biała (kaolin). Glinka biała zawiera krzem, żelazo, potas, magnez, tytan, sód, wapń, duże ilości glinu. Działa łagodnie, koi skórę i uspokaja .
Szampon do jasnych włosów został dodatkowo wyciągiem z rumianku oraz olejkiem cytrynowym.  Rumianek bardzo sobie cenię jako roślinę leczniczą. Każdego roku sieję go w ogrodzie. O jego właściwościach już pisałam (klik).
 
 
 
Taka formuła zapewnia dobrą pielęgnację włosów jasnych. Włosy nabierają delikatnego blasku i słonecznych refleksów. Szampon dobrze się pieni. Jest wydajny. Przed każdym użyciem należy dobrze go wstrząsnąć, gdyż zawarta w nim glinka ma tendencję do osadzania się na dnie.
 
W szamponie tym nie znajdziemy parabenów. Jest to kosmetyk certyfikowany przez Ecocert. 99,20 % wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego, 11,20 % pochodzi z rolnictwa biologicznego.
 
 
 
Wszystkie Blondynki zapraszam na zakupy do Biolandera!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 
 

24 sierpnia 2012

Kunszt i wiedza Bliskiego Wschodu ... czyli o mydle z ałunem i kurkumą od Feniqii

Moi czytelnicy wiedzą doskonale, że jestem wielką fanką mydeł. Przebogata oferta w Biolanderze  zadowoli nawet najwybredniejszych klientów. Mam oczywiście swoich faworytów. Obok mydeł Alepii, są to mydełka pochodzące z Suku Khan Al-Saboun. Wybór mydeł od Feniqii jest ogromny. Muszę przyznać, że mam ochotę spróbować każdego. Małe kosteczki i okrągłe kule dają różne doznania. Czasami zastanawiam się czy życia wystarczy na wypróbowanie wszystkich kuszących mnie mydeł. 
 
Feniqia oferuje okrągłe mydła przypominające małe pączki w dwóch liniach :"Le savon des Aromes" i "Le savon des Vertus". O pięknie pachnącej kuli o nazwie Musc już pisałam.
 
Dzisiaj czas na „Le savon des Vertus” Ałun i Kurkuma czyli mydło o właściwościach leczniczych z ałunem i kurkumą.
 
 
Ałun jest znany od dawna z właściwości ściągających i antyseptycznych. Reguluje w sposób naturalny i delikatny pocenie się. Nie blokuje funkcji gruczołów potowych. Działa tylko na bakterie rozkładające pot. Bardzo cenie sobie ałun za jego delikatność i skuteczność. Nie wyobrażam sobie, aby mogła używać innych dezodorantów niż tylko te oparte na ałunie. Z ciekawością sięgam także po inne kosmetyki, w których wykorzystano ałun. Mydło z ałunem sprawdza się doskonale w higienie całego ciała. Na Bliskim Wschodzie to mydło jest używane do higieny intymnej kobiet. I ja lubię je używać do takiego celu.
Muszę dodać, że nie jest to moje pierwsze mydło z ałunem. Miałam już to mydełko. Poprzednia kulka była biała, pachniała kokosem. Nowa formuła została wzbogacona o kurkumę. Od czasów starożytnych kłącze ostryżu (kurkumy) znane było ze swoich właściwości koloryzujących. W Azji stosowano je także w leczeniu różnych schorzeń. Odkryto, że substancje zawarte w kurkumie działają bakteriobójczo.
 
Dzięki kurkumie kulka nabrała delikatnej beżowej barwy. Pachnie zupełnie inaczej. Przepięknie! Jak każde mydło Feniqii. Przyjemności ze stosowania tego mydła dostarcza nie tylko piękny zmysłowy zapach. Mydło wytworzono ręcznie w oparciu o oliwę z oliwek z pierwszego tłoczenia, olej ze słodkich migdałów oraz olej kokosowy. Mydło wzbogacono miodem, aby lepiej rozprzestrzeniał się jego zapach. W połączeniu z wodą ta beżowa kulka daje delikatną, kremową białą pianę.
Skóra po kąpieli z tym mydłem delikatnie pachnie przez kilka godzin. Mam wrażenie jakbym zastosowała pachnący balsam.
To kolejny klejnot od Feniqii. Połączono w tej kulce kunszt i wiedzę Bliskiego Wschodu.
 
Zapraszam do świata zapachów Feniqii
dostępnych w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!
 
 

20 sierpnia 2012

Trochę renesansowej poezji ... czyli o dezodorancie z różą, szałwią i aloesem

Przypuszczam, że zadziwia moich Czytelników tytuł tej notki. Kiedy jednak zobaczyłam w Biolanderze ten nowy ałunowy dezodorant jego nazwa „Allons voir si..” skojarzyła mi się z piękną odą Pierre’a de Ronsard. Ten francuski renesansowy poeta był mistrzem w subtelnym opiewaniu uczuć.
"Mignonne, allons voir si la rose…."
Zobaczmy więc jaki jest ten ałunowy dezodorant Allons voir si … Aluny.

Skład jego jest bardzo prosty. Woda różana, woda z szałwii, wyciąg z aloesu, oczywiście ałun i bezpieczne konserwanty.
Jest to dezodorant ałunowy. Pamiętać należy, że sposób działania ałunu jest odmienny od tradycyjnych dezodorantów i blokerów. Ałun nie blokuje wydzielania potu. Działa tylko na baterie znajdujące się na skórze odpowiedzialne za rozkład potu i nieprzyjemny zapach. Pomocnikiem w takim działaniu jest szałwia. Reguluje ona proces pocenia. Działa ściągająco i hamuje wydzielanie potu. Róża i aloes łagodzą podrażnienia. Dezodorant bardzo delikatnie pachnie. W moim odczuciu dominuje zapach szałwii.


Ałunowy dezodorant w formie atonizera bardzo przypadł mi do gustu. Moje ałuny w krysztale lubią się niestety  tłuc. Już dawno temu wybrałam ałun jako naturalny sposób na pocenie się. Muszę przyznać, że przyzwyczaiłam się już do tego, że ałun nie powoduje tego, że przestałam się pocić. Pocę się i traktuję to jako coś zupełnie normalnego.  Ałun nigdy nie da nam ochrony przed poceniem się. Chcę to powiedzieć każdemu, kto nie używał jeszcze ałunu. Dlaczego ? Aby nie było rozczarowania jego działaniem. Dezodorant w formie sprayu jest dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy preferują ałun, a nie bardzo lubią kryształ mogący się potłuc. Dla dezodorantu tego znalazłam jeszcze jedno ciekawe zastosowania. Doskonale łagodzi skutki ukąszenia komarów.
Dezodorant ten certyfikowany jest przez Ecocert. 99,80 jego składników jest pochodzenia naturalnego, zaś 38,90 % pochodzi z rolnictwa biologicznego.


Ałunowe dezodoranty dostępne są w kilku wersjach zapachowych. Jest także odświeżająca mięta i szałwia.


Kochani, chodźmy zobaczyć jaka jest Aluna!
Dezodoranty Aluny do nabycia w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!

17 sierpnia 2012

Mój aleppowy skarb ... czyli o odżywce do włosów

Już sam tytuł tej notki zapowiada, że napiszę o kosmetyku, który uważam za jeden z lepszych, jaki kiedykolwiek używałam w pielęgnacji włosów.

Tym kosmetykiem jest odżywka do włosów Alepii. 


Pierwszą butelkę tej odżywki kupiłam w 2010 roku jako jeden z pierwszych moich zakupów w Biolanderze. Bardzo ją polubiłam. Pachniała przepięknie, sprawiała, że włosy dobrze się układały i były gładkie. W swoim składzie zawierała olej laurowy. Przez ten olej trochę obciążała włosy. Potem na chwilę zniknęła. Pojawiła się w nowym opakowaniu i o trochę zmienionym składzie (bez oleju laurowego). Następnie ku mojej wielkiej rozpaczy znowu zniknęła. Na szczęście w czerwcu wróciła do Biolandera w nowej odsłonie. Jak tylko się pojawiła oczywiście musiałam ją kupić.



A teraz o samej odżywce. Dla mnie to jej trzecia odsłona. Nowe opakowanie, ale skład pozostał ten sam. Pachnie jednak inaczej niż druga wersja. Woń została zdominowana przez jaśmin, mocny i zdecydowany. Woda jaśminowa to jeden z głównych składników. W odżywce znalazła się poza tym woda lawendowa i ekstrakt z rozmarynu. Ten ostatni znany jest z dobroczynnego działania na włosy. Odżywcze i pielęgnujące właściwości odżywka zawdzięcza oliwie z oliwek. Dzięki zawartości kurkumy na piękny żółty kolor. Sprawia, że włosy dobrze się rozczesują. Nabierają pięknego, zdrowego blasku.




Tak jak pozostałe szampony, odżywka ta ma bardzo dobry prosty skład. Nie ma w niej SLS, parabenów, formaldehydu, ftalanów, PEG i EDTA.  Tylko naturalne składniki gwarantują zdrowie.



Kosmetyki Alepii do nabycia w Biolanderze!

Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!



15 sierpnia 2012

Matka Boża Zielna

Matka Boża Zielna jest to ludowa nazwa uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzisiejsza uroczystość jest obchodzona w Kościele rzymskim od VII wieku. Początki jej są starsze.
Już w V wieku obchodzono Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny w Palestynie i w Syrii. Święto to jest najstarszym świętem maryjnym. Nie ma zgodności, co do miejsca, w którym nastąpiło Wniebowzięcie. Jedni uważają, że było to w Jerozolimie, inni, że w Efezie. Różne też były i są nazwy tej uroczystości: Przejście, Zaśnięcie, Odpocznienie.
Z tą maryjną uroczystością związana jest starożytna tradycja liturgiczna, oddająca hołd Maryi wraz z poświęceniem na Jej cześć leczniczych ziół. Od IX wieku w uroczystość Wniebowzięcia poświęca się zioła, kwiaty, kłosy zbóż i owoce.

W nawiązaniu do tego zwyczaju pisał o polskiej tradycji Zygmunt Gloger: „Z obchodem tym kościelnym, który rozmaite nosił nazwy, jak: Śmierci, Odpocznienia, Zaśnienia i wreszcie Wniebowzięcia, łączy się w kraju naszym starodawny zwyczaj święcenia ziół polnych, które dziewczęta wiejskie, nazbierawszy dnia poprzedniego, przynoszą do świątyń, aby je kapłan przed wielkim ołtarzem poświęcił”.

Prawdę tę wyrażały też legendy. Jedna z nich mówiła, że Matka Boża uciekając z Dzieciątkiem do Egiptu pomogła napotkanemu rolnikowi w sianiu pszenicy. Siew był cudowny, wspaniały. Rzucone w rolę ziarno od razu kiełkowało, rosło i było gotowe do żniwa. Nadjechali ścigający Świętą Rodzinę żołnierze Heroda i zapytali rolnika, czy widział młodą niewiastę z dzieckiem. Odpowiedział, że tak, ale było to wtedy, gdy siał pszenicę. Rozgniewani pojechali dalej (E. Ferenc).
Do bukietów wkłada się wiele ziół i kwiatów. Skład bukietów zależy od regionu kraju.  Znajdują się w nim między innymi: dziurawiec-leczy wątrobę, piołun-na bóle brzucha, miętę, chaber, macierzankę, dziewannę -mają działanie odkażające, kopytnik i krwawnik-na niestrawność i anemie, wrotycz - zwalcza różne robaki, oraz inne polne i łąkowe zioła o nazwach często ludowych. Wierzono, że  zielne bukiety chronią gospodarstwa przed burzami, ogniem, wiatrem czy gradem. Większość tych roślin do dziś znajduje zastosowanie w medycynie oficjalnej, a od wieków jest używana w leczeniu ludowym.
W jednym z moich  bukietów znalazły się zioła, które mam w ogrodzie. Jest krwawnik, dziurawiec, kocanka, mięta, oregano, prawoślaz, jasnota, anyż, melisa, lawenda, szałwia i hyzop. Jako, że lubię układać bukiety drugi składał się z kłosów zbóż, gałązki dzikiej róży i aronii, krwawnika oraz liatrii.


12 sierpnia 2012

Sen o Prowansji pachnie lawendą, szałwią i cytryną ... czyli o szamponie wzmacniającym

Zmieniam szampony do włosów, aby włosy mogły korzystać z najróżniejszych substancji czynnych. Wiadomo, że dieta nie może myć monotonna. Tak samo postępuję z kosmetykami, z tymi do włosów w szczególności. Z reguły używam naprzemiennie dwóch szamponów. Obecnie obok Alepii z czarnuszką myję włosy szamponem wzmacniającym z Reve de Provence.


Kosmetyki Reve de Provence na rynku pojawiły się w połowie lat 90-tych. Firma swoje produkty wytwarza na bazie oliwy z oliwek, olejków eterycznych i wyciągów ziołowych roślin zebranych w Prowansji.
Do perfumowania szamponów, mydeł i żeli wykorzystuję się tylko olejki eteryczne.


Kosmetyki  nie zawierają:
• parabenów
• silikonu
• PEG
• ftalanów
• syntetycznych barwników
• EDTA

Wzmacniającą formułę tego szamponu uzyskano dzięki ekstraktom roślinnym. W szamponie tym wykorzystano wyciąg z chinowca. Chinowiec jest drzewem pochodzącym z Ameryki Południowej. Wyciąg z kory zawiera chininę o uznanych właściwościach wzmacniających. Pobudza one krążenie skórne u podstawy cebulek włosowych, wzmacniając w ten sposób włosy.


W szamponie tym wykorzystano także  wyciąg z bukszpanu, szałwii lekarskiej, krwawnika i lawendy.
Wszystkie one od wieków wykorzystywane są do wzmacniania włosów.
Szampon jest gęsty, dobrze się pieni. Pachnie intensywnie szałwią i cytryną.  Nie plącze włosów. Włosy dobrze się rozczesują i układają. Od dawna nakładam na włosy olej kokosowy. Nie każdy szampon dobrze zmywa oleje. Ten robi to bardzo dobrze.
Wypada tylko dodać, że 99,47 % składników jest pochodzenia naturalnego, 12,46 % pochodzi z rolnictwa biologicznego. Szampon posiada certyfikat Cosmetique Bio.

Kosmetyki Reve de Provence do nabycia w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!






9 sierpnia 2012

Jak nieśpiesznie zacząć dzień … czyli o piance Swinging Morning Funny Bee

Odkrywanie naturalnych kosmetyków to wędrówka po świecie roślin. Bogactwo Matki Natury zaskakuje i zadziwia mnie wielokrotnie. W tym miejscu chylę także czoła przed tymi ludźmi, który potrafią z tego przebogatego świata roślin wybrać te najlepsze dla urody. Świat roślin jest mi bardzo bliski, wiem o nich dużo. Ale to nie oznacza, że nie potrafią mnie zaskoczyć.

Wielkim zaskoczeniem dla mnie było odkrycie, że w kosmetykach można wykorzystać wyciągi z głogu. Któż nie zna tych ciernistych krzewów bujnie obsypanych późną wiosną  białymi, nieprzyjemnie pachnącymi kwiatami? Doskonale wiemy, ze głogi są niezastąpione w utrzymywaniu serca w dobrym stanie. Ale w kosmetykach? Warto, więc przyjrzeć się substancjom czynnym tej rośliny.
Destylat  otrzymywany jest z kwiatostanów głogu dwuszyjkowego (Crataegus oxyacantha) zawiera flawonoidy, kwasy fenolowe, fitosterole, garbniki. Takie bogactwo składników polecane jest szczególnie dla cery wrażliwej wykazuje, bowiem działanie uspokajające i regenerujące. Niezależnie od  typu skóry można stosować kosmetyki z wyciągami z głogów jako kompres odprężający, relaksujący i uspokajający. Przywraca bowiem naturalne pH skóry.
Pewnie zastanawiacie się w jakim to kosmetyku wykorzystano wyciąg z głogu.
Takim kosmetykiem jest
Pianka oczyszczająco peelingująca Funny Bee.


Formuła tego kosmetyku oparta jest na hydrolatach. Prócz tego z głogu w piance wykorzystano hydrolat z kwiatów pomarańczy. Taki zestaw gwarantuje kojące działanie na skórę. Drugim wyjątkowym, rzadko spotykanym w kosmetykach składnikiem jest wyciąg z modrzewia. To on odpowiada za delikatne złuszczanie i odświeżanie cery. Piankę umieszczono w białym flakonie w pompką.


Dwa naciśnięcia wystarczą, aby uzyskać wystarczającą ilość pianki do umycia twarzy. Nakłada się ją na wilgotną skórę. Pięknie pachnie. To słodki zapach kwiatów i miodu. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak przyjemnego zapachu po kosmetyku, w którym wykorzystano głóg. Poranne oczyszczanie twarzy tą pianką jest wyjątkowo delikatne. Ot, taki lekki początek dnia. Wypróbowałam także piankę do wieczornego demakijażu. Sprawdza się doskonale. Oczywiście makijażu oczu tą pianką nie zmywam. Do tego mam micel. Skład pianki to najwyższa półka. 99,20 % składników jest pochodzenia naturalnego; 78,50 % pochodzi z rolnictwa biologicznego.
Pisząc tego posta kilka słów należy poświęcić marce. Motto marki zawiera się w słowach: „Uśmiechnij się do życia, a ono uśmiechnie się do Ciebie.”  Funny Bee ma tylko w ofercie trzy produkty. Są one wyjątkowe i luksusowe. Logo marki to pszczoła. Firma jest autorem projektów mających chronić te owady.
Robiąc zdjęcia do tego posta bardzo ucieszył mnie trzmiel, który akurat postanowił wlecieć przed obiektyw. Mimo, że zdjęcie nie jest najlepszej jakości to mój mały fotograficzny sukces.



Wyjątkowe kosmetyki Funny Bee do nabycia w Biolanderze!
Z moim kodem rabatowym ep-0882 – 5 % taniej!


5 sierpnia 2012

Olej dziurawcowy

Krótki opis dziurawca przedstawiłam w poprzednim poście (klik). Właściwości lecznicze tego ziela znane były już około 2500 lat temu. Znaleziono go w wykopaliskach biskupińskich. Wysoko ceniono go także na Rusi. Uważano, że „leczy 99 chorób”. Carskie ukazy głosiły, że każdego roku Sybiracy musieli dostarczyć po pudzie (16,4 kg) sproszkowanego dziurawca.
Uważni Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że jestem wielką admiratorką ziół. Mieszkam na wsi, mam ogród. Jedna jego część to dzika łąka. Porasta ją m.in. … dziurawiec. Mając takie ziele na wyciągnięcie ręki grzechem byłoby nie korzystanie z jego dobrodziejstw.

Zbieram ziele dziurawca, które potem wykorzystuję w opisanej już herbatce dla meteoropatów. Wykorzystuję je także do sporządzenia oleju dziurawcowego.

Potrzebujemy:
ziele dziurawca
dobrej jakości oliwę tłoczoną na zimno
szklane naczynie, najlepiej słoik

Słoik napełniamy luźno pąkami kwiatowymi, świeżo rozwiniętymi kwiatami oraz młodymi owocami. Zalewamy oliwą. Otwarty słoik, przykryty tylko kompresem z gazy, aby mogła odparować woda, stawiamy na trzy tygodnie w nasłonecznionym miejscu. W tym czasie olej przybierze ciemnoczerwona barwę. Następnie filtrujemy przez gazę i napełniamy olejem ciemne butelki. Przechowujemy w chłodnym pomieszczeniu. Olej zachowuje swoje właściwości lecznicze przez dwa lata.


Stosuje się go z powodzeniem przy otwartych ranach, zranieniach, wylewach krwawych, obrzękach. Jako środek kosmetyczny może być stosowany przy szorstkiej skórze. Jest ponadto skutecznym środkiem do nacierań przy bólach pleców, lumbago, rwie kulszowej i reumatyzmie.

Warto mieć go w każdym domu. Dziurawiec jeszcze kwitnie. Może nazbieracie przy okazji następnego spaceru gdzieś za miastem?


Korona królewska wśród ziół czyli ... o dziurawcu

„Corona regis, to jest koroną królewską zwać się godzi ziele, które ma mnogie liście na łodydze, liściom tymianku podobne, a wszystkie podziurawione na kształt sita. Stąd też ziele owo zwie się po łacinie perforata, to jest „dziurawa”, a po grecku „hypericon”. Ziele ono tym się odznacza, że serce i wątrobę krzepi, nerki czyści, i z wrzodów leczy (…). Zwie się też zielem świętego Jana”. Tak opisuje dziurawiec Konrad z Megenbergu w swojej Księdze natury.
Od samego początku dziurawiec (Hypericum perforatum) był ściśle związany z chrześcijaństwem.


Jego niemiecka nazwa  „Johanniskraut” wywodzi się przecież od świętego Jana. Według legendy krew świętego męczennika miała wsiąknąć w żółte kwiaty dziurawca. Kiedy się taki kwiat rozetrze, pojawia się czerwonawy sok, stąd ludowa nazwa tej rośliny brzmi „Johannisblut” (krew świętego Jana). Roślina ta znana jest także pod innymi nazwami: świętojańskie ziele, dzwoniec, arlika, krzyżowe ziele, dzwonki Panny Marii, przestrzelon,  ziele św. Jana, Krewka Matki Bożej. Ziele o tak wielu nazwach musi być obdarzone ogromną mocą.
Paracelsus tak wychwalał niegdyś dziurawca: „ Jego cnót wcale nie można dostatecznie opisać. Wprost niemożliwe, aby znaleziono w jakimś kraju lepszy lepszy lek na rany. To jest arcanum, uniwersalny środek o najwyższej mocy działania, przed którym muszą ustąpić wszystkie inne”.
Świat antyczny olejek z dziurawca wykorzystywał do leczenia ran.  W pismach Paracelsusa znajdziemy pierwsze wzmianki o właściwościach przeciwdepresyjnych tego ziela. Tak pisze ten, lekarz, alchemik i przyrodnik: „ … i to każdy lekarz wiedzieć winien, że Bóg pomieścił w tym zielu wielkie arcanum, także ze względu na duszę i niestworzone harce wyobraźni, które doprowadzają człowieka do rozpaczy”.  Poprawiające nastrój działanie dziurawca zostało w pełni udokumentowane już w początkach XIX wieku.
Wróćmy do samej roślin. Dziurawiec jest rośliną wieloletnią dorastającą do 60 cm wysokości. Kwitnie od czerwca aż do początku jesieni. Nawet jeśli lato jest bardzo spóźnione dziurawiec zakwita przed 24 czerwca! Kwiaty tej rośliny łatwo dostrzec na polach, nieużytkach i ugorach, skrajach lasów i suchych łąkach. Jeśli obejrzymy liście dziurawca pod słońce do stwierdzimy, że są one podziurkowane. W rzeczywistości nie są to dziurki, tylko maleńkie przeświecające zbiorniczki olejku lotnego. Ciemne kropki, widoczne na liściu, to gruczołki zawierające ciemnoczerwony barwnik hiperycynę.


Dziurawiec należy do roślin leczniczych, u których za farmakologiczne działanie odpowiedzialne są wszystkie zawarte w nim substancje czynne. Najistotniejsza jest hiperycyna. To ona nadaje ekstraktowi czerwoną barwę i intensywną fluoroscencję. Działa przeciwwirusowo i fotouczulająco. Hiperforyna odpowiada za właściwości przeciwdepresyjne, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne dziurawca. Flawonoidy działają przeciwzapalnie. Olejek lotny uważa się za podstawową substancję uspokajającą.
Napar z dziurawca od dawna jest zalecany w medycynie ludowej do leczenia wahań nastroju oraz jako środek wzmacniający, przyjmowany w celu zwiększenia wydolności, w stanach osłabienia i rekonwalescencji. Stosuje się go także w lżejszych biegunkach.

Herbatka dla meteoropatów (napar)
Mieszamy:
20 g ziela dziurawca zwyczajnego
20 g krwawnika pospolitego
20 g melisy lekarskiej
20 g koszyczków rumianku
20 g kwiatów lawendy wąskolistnej
Zalewamy wrzątkiem, zaparzamy 10 minut i pijemy w razie potrzeby 3 razy dziennie po szklance tego naparu.
Receptur z zastosowaniem dziurawca jest znacznie więcej. To jedna z moich ulubionych herbatek z dziurawcem.

Dziurawiec jest także dobry na bezsenność. Oto przepis na Poduszkę nasenną.
Bawełnianą powłoczkę (15 x 15 cm, na około 150 g ziół) wykładamy wewnątrz surową wełną i napełniamy mieszanką ziołową z wysuszonych roślin o działaniu uspokajającym. Bierzemy 3 części dziurawca zwyczajnego, liści melisy lekarskiej i chmielowych szyszek oraz po jednej części ziela nostrzyka żółtego i bylicy pospolitej, a także kwiatów lawendy wąskolistnej.
Innym sposobem na wykorzystanie właściwości dziurawca jest stosowanie oleju dziurawcowego.  
O olejku dziurawcowym już wkrótce ….

2 sierpnia 2012

To co dobre kończy się .... czyli „Projekt denko naturalnych kosmetyków” według Bianki - odsłona lipcowa

Czas szybko biegnie. A moje naturalne kosmetyki wcale tak szybko się nie zużywają. To zdecydowany atut. Są takie, które znikają szybko. Wiadomo tymi ostatnimi są mydła. Są i takie kosmetyk, które towarzyszą mi znacznie dłużej.


Wczesne lato to czas, kiedy oczarowują nas kwitnące róże. Ja uwielbiam szczególnie te dzikie, na skraju pól i łąk. Królowało, więc w mojej łazience typowo kobiece różane mydełko Eglantine (klik).
Trudno, aby męska cześć rodziny była tym zachwycona. Róża może nie znajdowała aprobaty z powodu typowo kobiecego pudrowego zapachu, ale glinka biała z nutą świeżych cytrusów znalazła uznanie. Ja też byłam z tego mydełka z białą glinką  zadowolona (klik).



Skończyła się także Alepia z czerwoną glinką (klik). Bardzo pomogła mojej cerze  w walce ze skutkami wiosennego odtruwania organizmu. W ostatnim czasie sporadycznie sięgałam po to mydełko. Uważam, że to numer jeden do zadań specjalnych.
 
Jestem wielką admiratorką hydrolatów. Co jakiś czas zobaczycie pustą szafirową butelkę charakterystyczną dla Argile Provence. Tym razem skończyła się lawenda (klik).To mój ulubiony hydrolat do wieczornej pielęgnacji cery.

Kilka dni temu zobaczyłam także dno w małej butelce płynu micelarnego Argile Provence. 100 ml wystarczyło mi na prawie 3 miesiące. Jak już wcześniej wspominałam płynem tym zmywam tylko makijaż oczu. Szukając wpisu na blogu na jego temat uświadomiłam sobie, ze jeszcze tego produktu Wam nie zrecenzowałam. To wielkie niedopatrzenie z mojej strony. Miałam napisać już dawno.
 
Gapa ze mnie potworna. Przez trzy miesiące stosowałam świetny krem na dzień i też nie wspomniałam Wam o tym ani słowem. Chodzi mi o Pur Aloe Odżywczy krem do twarzy z 35 % zawartością soku z aloesu od Ciel d’Azur en Provence. Mam cerę mieszaną. Krem ten bardzo dobrze sprawdzał się pod makijażem. Dzisiaj chciałam przygotować recenzję, a tu przykra niespodzianka. Nie mam zdjęć. Puste opakowanie niestety nie nadaje się na modelkę.

W pielęgnacji ust przez ostatnie miesiące towarzyszyło mi masło karite o smakowitym waniliowym zapachu (klik). Wydawać się może, że 5 ml to bardzo mało. Masło jest jednak bardzo wydajne. Stosowałam je od końca zimy. To przecież prawie pół roku. Stąd wniosek, że na miesiąc potrzebowałam 1 ml. Warto kupić to maleństwo.

Zakochałam się w Morzu Martwym, a właściwie w błocie pochodzącym z jego wybrzeży (klik). Nigdy wcześniej nie stosowałam błota pachnącego solą i wodorostami. Doświadczenie dla mnie było niesamowite. Taką błotną maseczkę nakładam najczęściej podczas kąpieli w wannie. Wystarczyło zamknąć oczy, aby przenieść się setki kilometrów na dziką plażę gdzieś w Jordanii.


Wspominałam już, że do ciała nie używam balsamów. Wolę olejki lub masło karite. Bardzo lubię też pachnące kosmetyki. Oczywistym jest, że nie mogłam nie mieć olejku o zapachu jaśminu (klik).


Taki pachnący olejek nie jest kosmetykiem do stosowania na co dzień. Szybko by spowszedniał. Olejek stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Stworzyłam sobie swój mały jaśminowy rytuał. Uwielbiam Feniqię za magię, którą wnosi w codzienność dzięki zapachom.
Pewnie dziwicie się, dlaczego tak mało zużywam kosmetyków do włosów.  Używam szamponu z pokrzywy Douce Nature. Litr szamponu wystarcza naprawdę na długo. Skończyła się jednak moja jedna z ulubionych odżywek. Nazywam ją werbenową (klik) z powodu jej zapachu. Wystarczyła mi na pół roku.

Wśród zużytych kosmetyków nie ma takiego, który by mnie rozczarował. Hydrolat lawendowy ma u mnie ugruntowaną pozycję. Tak jak micel. Kea Karite to dobra marka. Pamiętajmy, że kupując te produkty pomagamy kobietom z Mali. Olejek Feniqii kupię ponownie. Tylko, że o innej nucie zapachowej. Ciekawa  jestem tego różanego.

Krem z aloesem także jeszcze kupię. I nie zapomnę o zdjęciach do recenzji. Błoto z Morza Martwego to moje odkrycie bieżącego roku. A jeśli chodzi o mydła… w Biolanderze jest taki wybór, że czasem zastanawiam się czy życia wystarczy, aby spróbować każdego.

Czas na finansowe podsumowanie. Koszt kosmetyków to 344,90 zł. Nie jest to oczywiście koszt miesięczny. Wiele z tych kosmetyków używałam około 3 miesięcy. Olejek jaśminowy miałam rok czasu. Do zużyć powinnam dorzucić jeszcze płatki kosmetyczne Douce Nature. Jedno opakowanie wystarcza mi na miesiąc. „Wykończone” kosmetyki mają już swoich następców. Jako klasyczna ciekawska kobieta nie mogę oprzeć się nowościom. A tych w Biolanderze mamy sporo. Czas więc na zakupy.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...